Wywiad z Mamen Sánchez

Autor: (anonim)
Korekta: Patrycja "Pattyczak" Wołyńczuk
25 lipca 2015

Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne

Wywiad z Mamen Sánchez

Aleksandra Wiktorowska: W swojej powieści pisze Pani dużo o miłości, jest ona jednym z głównych tematów całej książki, ale również zajmuje Panią przemoc w rodzinie, korupcja, wymuszenie, defraudacja i bezrobocie. Z drugiej strony Zupełnie niespodziewane zniknięcie Atticusa Craftsmana to wyśmienita komedia omyłek, nad którą można płakać za śmiechu. Jak udało się Pani połączyć te, z pozoru, tak dwa zupełnie różne światy?

Mamen Sánchez: Główny wątek, pień drzewa, z którego wyrastają wszystkie gałęzie tej historii, wydarzył się naprawdę w meksykańskim oddziale zawiadywanego przeze mnie czasopisma Hola. Meksykańska komórka jest malutka, składa się na nią raptem kilka osób, można powiedzieć, że łudząco przypomina biuro „Librarte”, które opisuję w powieści. Ten nieprzyjemny incydent – sekretarka, młoda, na pozór przesympatyczna dziewczyna, oczko w głowie redakcji, darzona sympatią i zaufaniem przez resztę pracowników, podprowadziła z firmy paręset tysięcy dolarów, wystawiając lewe faktury – stał się impulsem do napisania powieści. Jedna z moich meksykańskich przyjaciółek rzuciła mi wtedy wyzwanie: zamień łzy wściekłości na łzy ze śmiechu. I to właśnie starałam się zrobić. Na tym polega magia literatury.

A.W.: W swojej książce opowiada Pani historię pięciu kobiet, które poza tym, że pracują razem w czasopiśmie „Librarte”, bardzo się ze sobą przyjaźnią. Berta, redaktorka naczelna, często powtarza jak mantrę: „Jeśli my, kobiety, nie będziemy sobie wzajemnie pomagać, nie wiem, kto nam pomoże”. Czy Pani zdaniem to właśnie przyjaźń pozwala nam iść naprzód?

M.S.: Nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości. Zarówno przyjaciele, jak i rodzina to największe skarby, jakie mamy.

A.W.: Jednym z głównych wątków, wokół których zawiązuje się akcja powieści, jest rodzina Soleá Abad Heredii, zamieszkująca dom w Granadzie na Albaicín, rodzina o cygańskich korzeniach. Rządzą w niej kobiety. Równocześnie jest to rodzina tradycyjna, bardzo liczna, gdzie starsi ludzie cieszą się szacunkiem i uznaniem i służą radą. Najbliżsi zbierają się, żeby przeżywać wspólnie smutki i radości, i wzajemnie sobie pomagają. Idylliczna fikcja literacka?

M.S.:Znam wiele takich rodzin. Na całe szczęście. Pamiętam, że kiedy złożyłam maszynopis w wydawnictwie, redaktorka prowadząca zapytała, jak to możliwe, że tak świetnie znam cygańskie rodziny. Odpowiedziałam, że ja jedynie sportretowałam własną, a następnie przeniosłam ją do cygańskiej dzielnicy Albaicín w Granadzie.

A.W.: Na kartach Pani powieści pojawia się wiele dzieci, jedna z bohaterek, María, jest matką trójki, inna, Gabi, marzy o tym, żeby zostać mamą. Jest Pani też autorką kilku książek dla dzieci.

M.S.: Dzieci są dla mnie niezwykle ważne. Sama mam pięcioro. Jestem też wolontariuszką w dziecięcym szpitalu onkologicznym w Madrycie. Uwielbiam rozmowy z maluchami, ich podejście do życia i świata, na który patrzą z niezwykłą naturalnością i świeżością. Myślę, że od dzieci możemy się dużo nauczyć.

A.W.: Jednym z głównych tematów Pani powieści jest zderzenie kultury anglosaskiej z hiszpańską, na pierwszy rzut oka niekoniecznie tak bardzo od siebie odległych. Mimo to przy ich spotkaniu wychodzą na jaw rażące i często komiczne różnice. Opowiada Pani historię Anglika, który stara się poznać andaluzyjskie „jądro ciemności” i ulega jego magii, magii ludzi, którzy je tworzą.

M.S.: Wydawało mi się dobrym i całkiem zabawnym pomysłem nakreślić portrety dwóch rodzin i na tym przykładzie opowiedzieć o najbardziej widocznych różnicach pomiędzy Hiszpanami i Anglikami. Rodzina hiszpańska, z nieodłącznymi niezwykle wylewnymi i całuśnymi babciami, kuzynami, którzy pojawiają się nagle bez zapowiedzi, a w tle muzyka flamenco. Z drugiej strony tradycyjna purystyczna rodzina brytyjska chełpiąca się wybitnymi przodkami, ze swoim odwiecznym strachem, żeby przypadkiem nie „zarazić się” niczym od innych kultur, ich poukładanie i ciągłe planowanie. Oczywiście, wszystko to nieco wyolbrzymione i nafaszerowane stereotypami.

Jeśli odkryłam coś interesującego dzięki tej powieści, to właśnie to, jak dalece wszyscy jesteśmy do siebie podobni, zwłaszcza w podejściu do spraw najważniejszych. Powieść została już przetłumaczona na siedem języków – na angielski, niemiecki, włoski, portugalski, norweski, fiński i bułgarski – więc czytają ją osoby z różnych stron świata, wywodzące się z różnych kultur. Ale ci wszyscy, tak różni od siebie czytelnicy, mogą się z wieloma rzeczami utożsamić. Koniec końców, rację miał Tołstoj, kiedy napisał, że „Wszystkie szczęśliwe rodziny są do siebie podobne”.

A.W.:Czy historia podróży Atticusa jest oparta na faktach? Czy Pani zdaniem obcokrajowcy odwiedzający Hiszpanię bledną, widząc panujące tutaj zwyczaje?

M.S.:Niektóre rysy Atticusa zapożyczyłam od bardzo drogiej mi przyjaciółki, z którą w dzieciństwie uczestniczyłyśmy w wymianie językowej. Ona przyjeżdżała do mnie do domu nauczyć się hiszpańskiego, ja jeździłam do niej nauczyć się angielskiego. Kiedy pisałam książkę, czerpałam garściami z tych wszystkich wakacyjnych wspomnień i zabawnych sytuacji. Okazały się one wielce pomocne, żeby wyobrazić sobie i nakreślić postać Atticusa. Moja przyjaciółka też zakochała się w Hiszpanii i w Hiszpanach.

A.W.: Akcja części powieści toczy się w Oksfordzie. To tam studiował zarówno jeden z bohaterów książki, tytułowy Atticus Craftsman, jak i jego przodkowie w linii męskiej. Opis życia uniwersyteckiego, panujących w Oksfordzie zwyczajów, jest szczegółowy i niezwykle realistyczny.

M.S.: Kiedy miałam dwadzieścia lat, pojechałam do Oksfordu na letni kurs poświęcony literaturze angielskiej. Miałam szczęście, na własne oczy mogłam zobaczyć życie uniwersyteckie i poznać z pierwszej ręki „wychowanków Oksfordu”. Mieszkałam wówczas w Exeter College, a mój pokój mieścił się dokładnie naprzeciwko tego, który w swoim czasie należał do Tolkiena.

A.W.:W listopadzie ukazała się Pani powieść Se prohíbe mantener afectos desmedidos en la puerta de pensión [Demonstrowanie uczuć w drzwiach pensji jest całkowicie zabronione].

M.S.:Praca nad nową powieścią sprawia mi wielką frajdę; po raz pierwszy piszę w pierwszej osobie, a główną inspiracją jest dla mnie własna rodzina. Narratorką historii jest młoda dziennikarka, która musi zmierzyć się z wyzwaniem i napisać swój pierwszy poważny reportaż... to mogłabym być ja w wieku dwudziestu lat. Choć nic z tego, o czym piszę, nie wydarzyło się naprawdę, mogłoby przecież zdarzyć się w „świecie równoległym”.

A.W.:Bardzo dziękuję za rozmowę.  



blog comments powered by Disqus