Wywiad z Rhiannon Frater


Alicja Laskowska: Co zainspirowało Panią do napisania powieści o zombie na długo przed tym, zanim nastała moda na żywe trupy? 
 
Rhiannon Frater: Piszę o tym, czego się boję. Zombie przerażają mnie od chwili, kiedy jako dziecko obejrzałam Noc żywych trupów George'a A. Romero. W 2004 roku w kinach pojawił się remake Świtu żywych trupów, który tak mocno na mnie wpłynął, że postanowiłam zapoznać się z oryginalną trylogią filmową Romero. Dostałam swego rodzaju bzika na punkcie zombie i zaczęłam rozglądać się za czymś do czytania w tym temacie. Niestety żaden tytuł nie przypadł mi do gustu. W przypływie weny napisałam scenę otwierającą Pierwsze dni i opublikowałam ją w Internecie. Reakcja czytelników była bardzo entuzjastyczna, co zmotywowało mnie do dalszego pisania. Reszta – jak mawiają – to już historia.
 
AL: Czym Pani trylogia wyróżnia się na tle innych książek o zombie apokalipsie?
 
RF: Przeczytawszy ogromną liczbę maili oraz wiadomości, jakie otrzymałam przez ostatnie parę lat od moich fanów, doszłam do wniosku, że tym, co najbardziej przemawia do czytelników i co pozwala im wczuć się w opowiadaną historię, jest czynnik ludzki. Naprawdę zależy im na bohaterach i przejmują się tym, co się z nimi stanie. Im bardziej odbiorcy są emocjonalnie zaangażowani w losy postaci, tym większe odczuwają przerażenie, gdy w powieści spotykają ich potworne rzeczy. Wielu pisarzy świetnie radzi sobie z sugestywnym przedstawianiem przemocy, krwi i flaków, tak charakterystycznych dla tego gatunku, ale jeśli czytelników nie interesuje, co się dzieje z bohaterami, całość przestaje być aż tak straszna. 
 
Wielu czytelników było również zadowolonych z faktu, iż tworząc postaci Jenni i Katie, bazowałam na silnych kobietach, które spotykam na co dzień. Zarówno żeńskie, jak i męskie grono czytelnicze bardzo chwaliło sobie to, że ta dwójka tak mocno różni się od sztampowych postaci kobiet, na jakie można natrafić w większości historii o zombie. Dołożyłam wszelkich starań, aby moja opowieść przedstawiała realistyczny obraz i kobiet, i mężczyzn. To zwykli ludzie, którzy po prostu próbują przetrwać. Żadne z nich nie przypomina Rambo czy Wonder Woman. 
 
AL: Pierwsze dni koncentrują się na parze silnych kobiet i niezwykłej więzi, jaka się między nimi rodzi. Czy był to świadomy wybór? Czy od początku miała Pani zamiar stworzyć książkę, która ma zawrotne tempo, jest po brzegi wypełniona akcją, a do tego stanowi źródło siły i inspiracji dla czytelniczek? 
 
RF: Jak już wspomniałam, piszę o tym, czego się boję i o tym, co znam. Boję się zombie. Znam silne kobiety. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego nikt nie połączył tych dwóch elementów w książkach o zombie, jakie znalazłam jeszcze w 2004 roku. Każda historia opowiadała o samotnym strzelcu, zazwyczaj byłym żołnierzu lub policjancie, a kobiety były jedynie częścią pobocznego wątku fabularnego, i prawie zawsze kończyły martwe.
 
W moim życiu jest wiele niesamowitych kobiet. Skoro przyjaźń jest tak ważną częścią radzenia sobie z codziennością, jak mogłaby przestać się liczyć w obliczu zombie apokalipsy?
 
Tak więc pisałam o rzeczach, które znałam, i zauważyłam, że ludziom się to podoba. Ich początkowa reakcja bardzo mnie ucieszyła. Oczywiście spotkałam się również z krytykanctwem, ale postanowiłam to zignorować. Wiele czytelniczek dziękowało mi za napisanie książki, która przedstawia historię tak silnych bohaterek, ponieważ miało dość ciągłego powielania negatywnego obrazu kobiet w literaturze. Mężczyźni zwierzali się, że lubią te silne protagonistki, bo widzą w nich odbicie kobiet, które kochają.
 
Jestem taka szczęśliwa, że ludzie pokochali moje postacie i że to, jak je przedstawiłam w powieści, stanowi dla nich źródło inspiracji. 
 
AL: Jak Pani myśli, dlaczego książki o zombie są teraz takie popularne? Co sprawia, że opowieści o końcu cywilizacji/świata tak mocno do nas przemawiają?
 
RF: Szczerze wierzę, że horror pozwala ludziom odczuwać lęk, ale jednocześnie daje również poczucie bezpieczeństwa. Każdego dnia mierzymy się ze stresem, jaki przynosi życie, i potrzebujemy ujścia dla całej tej kumulującej się frustracji i niepokoju. Horror pozwala nam pozbyć się napięcia. Kończysz czytać straszną książkę lub oglądać straszny film i czujesz ulgę. Przetrwałeś! Hurra!
 
Jeśli zaś chodzi o opowieści o końcu świata, myślę, że to normalne, że każdy z nas potrzebuje "zresetować" czasem znaną rzeczywistość – sprawić, że stary świat przestaje istnieć i znowu mamy czystą kartę. Nie sądzę, żebyśmy naprawdę chcieli, aby do tego doszło, ale sama wizja jest intrygująca. Otrzymujemy nowe życie, o ile zdołamy przetrwać. 
 
AL: Co sprawiło, że postanowiła Pani spróbować swoich sił w self-publishingu? 
 
RF: Byłam bardzo zniechęcona po tym, jak w 2007 roku przesłałam powieść agentom i wydawcom. Nikt nie był zainteresowany historią dwóch kobiet walczących o życie na terenie Teksasu w trakcie zombie apokalipsy. Z racji tego, że opowieść najpierw ukazała się online, dorobiłam się sporej grupy fanów, którzy domagali się tradycyjnego wydania książki. Mój mąż widział, jak bardzo byłam sfrustrowana. Postanowił dowiedzieć się, jakie są alternatywne sposoby publikowania książek, ponieważ nie chciał, żebym porzuciła swoje marzenia. Zabrał mnie na kolację i zaproponował, abyśmy opublikowali trylogię na własną rękę. Z początku byłam zdumiona, ale szybko przekonałam się do tego pomysłu.
 
Gdyby nie oczekiwania fanów, prawdopodobnie nigdy nie odważyłabym się na ten krok. 
 
AL: Czy ma Pani jakieś specjalne przyzwyczajenia, bez których nie wyobraża sobie Pani pisania nowych książek? 
 
RF: Muzyka, dietetyczna Cola i późnonocne twórcze maratony. Widzę moje historie w głowie niczym filmy, więc wystarczy jedynie wprowadzić się w odpowiedni nastrój do pisania. 
 
AL: Których autorów i artystów podziwia Pani najbardziej? 
 
RF: Jeśli chodzi o snucie opowieści, jestem całkowicie oczarowana Jossem Whedonem, Georgem A. Romero, Alfredem Hitchcockiem oraz twórcami serialu Breaking Bad. Często słyszę, że moje książki są bardzo "filmowe" – fani odnoszą wrażenie, że właśnie obejrzeli film, a nie przeczytali powieść. Myślę, że to dlatego, że filmy oraz seriale telewizyjne, które uwielbiam, mają na mnie ogromny wpływ. W kontekście sztuki opowiadania historii prawdopodobnie największy wpływ na moją twórczość miał właśnie Alfred Hitchcock. 
 
Co się tyczy pisarzy, uwielbiam Neila Gaimana za to, że potrafi tworzyć niesamowite opowieści, które wciągają i nie pozwalają oderwać się od lektury aż do ostatniej strony. Bardzo cenię sobie również oldskulowe powieści Stephena Kinga takie jak Lśnienie. Jestem także wielbicielką klasyków, w tym Jane Eyre i Draculi
 
Jeśli zaś mowa o artystach, jestem fanką wszelkiej twórczości Claudii MacKinney z Phat Puppy Art – to właśnie ona jest autorką okładek do moich offowych powieści. Za każdym razem, jak widzę jej nowe dzieło, czuję, jak wzbiera we mnie kreatywność. Oglądanie jej obrazów jest niebezpieczne. Zawsze nachodzi mnie ochota, by stworzyć historię, która pasowałaby do danej ilustracji. 
 
AL: Czy może nam Pani wyjawić, nad czym Pani aktualnie pracuje? 
 
RF: Pracuję obecnie nad tyloma projektami! Piszę trzeci tom Zmierzch świata żywych: Untold Tales. Są to opowiadania osadzone w tym samym uniwersum, skupiające się jednak na postaciach drugoplanowych. Piszę te opowieści dla fanów i póki co spotkałam się z naprawdę pozytywnym odzewem. Niektórzy czytelnicy przeczytali najpierw Untold Tales, a dopiero potem kupili trylogię, co mnie wyjątkowo cieszy. W ciągu następnych kilku miesięcy planuję zamknąć moją trylogię z elementami urban fantasy i horroru. Pretty When She Destroys kończy historię ropoczętą przez Pretty When She Dies. Mój wydawca w Tor czyta właśnie Dead Spots – najnowszą książkę, jaką dla nich napisałam – i liczę, że wkrótce otrzymam poprawioną wersję tekstu. To dosyć dziwna, budząca grozę historia, z której jestem bardzo dumna. Niedawno oddałam również nową powieść w ręce innego wydawcy – jest to rzecz mocno apokaliptyczna i rozrywkowa. Mój agent ma nadzieję, że wkrótce dobijemy targu. Tak więc zobaczymy! Publikuję również w odcinkach opowieść z elementami nadprzyrodzonymi pod tytułem In Darkness We Must Abide, przy czym nowe fragmenty pojawiają się co 2-3 tygodnie. Jestem też zaangażowana w akcje promujące The Last Bastion of the Living: A Futuristic Zombie Novel zaplanowane na 3 maja, na Frightmare Weekend w Texasie. Barnes & Noble's Explorations nadało tej powieści miano najlepszej książki o zombie, jaka została wydana w 2012 roku oraz najlepszej książki o zombie ostatniej dekady, a Tripod Entertainment szykuje już ekranizację. Tak więc jestem bardzo, ale to bardzo zajęta, ale to wspaniałe!
 
AL: Czy planuje Pani wyjść kiedyś poza ramy horroru?
 
RF: Mam tendencję do wplatania elementów horroru do wszystkiego, co piszę. The Last Bastion of the Living to połączenie science fiction, dystopii i horroru. Pretty When She Dies reprezentuje horror i urban fantasy. Moje myśli często błądzą mrocznymi, krętymi ścieżkami. Nie wyobrażam sobie, żebym była w stanie napisać kiedykolwiek opowieść, która nie zawierałaby jakichś elementów fantastycznych. Chętnie stworzę książkę spod znaku science fiction. To byłoby bardzo ciekawe doświadczenie. Jednak szczerze wątpię, że fani doczekają się współczesnego romansu lub kryminału mojego autorstwa. Mój umysł zwyczajnie nie produkuje historii, które wychodziłyby poza ramy gatunku. Taka już jestem, pokręcona. 

Zmierzch Świata Żywych #1 - Pierwsze dni

Autor: Rhiannon Frater
Wydawnictwo: In Rock
Miejsce wydania: Czerwonak
Wydanie polskie: 3/2013
Tytuł oryginalny: The First Days: As the World Dies
Rok wydania oryginału: 2008
Liczba stron: 352
Format: 145x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788377311400
Wydanie: I
Cena z okładki: 35,90 zł
Materiały powiązane:



blog comments powered by Disqus