Tak się to robi w fantastyce – wywiad z Tomaszem Kołodziejczakiem

Autor: Tomasz Nowak
4 grudnia 2012

O chronologii przygód Kajetana Kłobudzkiego, kreacji światów i kłopotach z pamięcią z Tomaszem Kołodziejczakiem, autorem zbioru opowiadań „Czerwona Mgła”, rozmawia Tomasz Nowak

Tomasz Nowak: Przed kilku laty zarzekałeś się: „nigdy więcej pisania”… A tu nagle wyskoczył „Czarny Horyzont”, potem skok w przeszłość, do Dominium Solarnego („Głowobójcy”), a teraz znów, po dwóch latach od „Czarnego Horyzontu” jego kontynuacja: „Czerwona Mgła”. Ciągnie wilka do lasu?

Tomasz Kołodziejczak: To ktoś z nas ma kłopoty z pamięcią. Albo ja nie pamiętam, co mówiłem, albo Ty pamiętasz coś, czego nie powiedziałem. W mojej wersji wydarzeń nigdy nie zarzekałem się, że nie będę już pisać. Ale rzeczywiście, czasami zarzekam się, że piszę powoli. I to jest prawda. Jednak w ostatnich dwóch latach udało mi się trochę (i słowo „trochę” w pełni oddaje stan rzeczy), podkręcić tempo – powstały „Czarny Horyzont” i „Czerwona Mgła”, plus kilka opowiadań (przy czym „Głowobójcy” to zbiór starszych tekstów).

Podwaliny świata, w którym rozgrywa się akcja nowego zbioru, przedstawiłeś już w „Czarnym horyzoncie”, a mimo to w każdym z tekstów przemycasz dodatkowe wyjaśnienia. To gest w stronę nowego czytelnika? Twoim zdaniem konieczny?

Tak naprawdę opowiadania „Piękna i graf” oraz „Klucz przejścia” powstały i były publikowane przed „Czarnym Horyzontem”, tak więc to w nich zarysowałem tło mojego uniwersum. Potem, w powieści, niektóre z informacji musiałem powtórzyć, żeby książka była czytelna dla nowych odbiorców. Oczywiście, starałem się zrobić to tak, żeby zaciekawić tych czytelników, którzy znali wcześniejsze opowiadania.

Tytułowe opowiadanie rozgrywa się w nowej przestrzeni – na Wschodzie, gdzie przez inne Przebicie sączy się i działa inna „czerwona” magia. Skojarzenia to przekleństwo?

Skojarzenia to błogosławieństwo. Piszesz jedno zdanie, a ono może w umyśle czytelnika zbudować całą opowieść. Widzę to już w recenzjach nowej książki – ci recenzenci, którzy wiedzą, co znaczy słowo "urka" czytają tekst inaczej, niż ci, którzy sądzą, że jest to jedynie przekształcona tolkienowska nazwa własna.

Odkrywasz swój świat przed czytelnikiem po kawałku. Co cię skłania do jego rozwijania, rozbudowywania wątków?

Tak się to robi w fantastyce. Każdy z nas, autorów, wpuszcza czytelnika do nowego kosmosu, do uniwersum rządzącego się prawami odmiennymi niż zaokienna realność, dającego nowe możliwości, scenografie, gadżety. Musimy ten świat objaśnić, jednocześnie nie zanudzając czytelnika na śmierć niezrozumiałymi opisami. W szczególności, gdy ów fantastyczny wszechświat jest bardzo odmienny od naszego, trzeba tę ekspozycję robić bardzo precyzyjnie. Nie ukrywam, że światotwórstwo jest dla mnie jednym z ciekawszych elementów fantastyki – cenię dobrą robotę kreacyjną jako czytelnik i staram się ją porządnie wykonywać jako autor.  

Popłyńmy tym tropem. Dlaczego mocarstwowa Polska wspomagana przez elfów tylko się broni? Balrogi i Mgła atakują w naszej rzeczywistości, a gdyby tak mały kontratak u nich...?

Polska w tych tekstach nie jest mocarstwowa, ona ledwie zipie pod ciężarem wojny – wyczerpującej biologicznie, społecznie i gospodarczo. Poziom życia obywateli jest, w porównaniu z dzisiejszym, niższy. Bardziej przypomina czasy gierkowskiego PRLu niż obecne. Ludzie, tak jak wtedy, gromadzą plastikowe opakowania po żywności i inne tzw. „przydasie”, sztukują spodnie, cerują skarpety, a na wakacje wyjeżdżają do rodziny na wieś. Militarnie bronimy się, bo jesteśmy atakowani. Ale próbujemy już odzyskiwać teren, o czym mówi między innymi tytułowa „Czerwona Mgła”.

Pogrywasz w swych tekstach ostro konwencjami – krzyżujące się nawiązania do Tolkiena, „Asteriksa” i „Ogniem i mieczem”… Stawiasz sobie jakieś granice?

To granice sensu, logiki, wewnętrznej spójności wizji. Na razie mam sporo opinii, że jadę po bandzie, ale wciąż trzymam się toru. Moi bohaterzy żyją w świecie, którego język kształtuje popkultura, tradycja, mitologia historyczna. Używają pojęć i skojarzeń z różnych dziedzin. Tak jak my – Reagan nazwał projekt SDI „Gwiezdnymi Wojnami”, na meczach siatkówki polscy kibice śpiewają o Wołodyjowskim, a prom kosmiczny nazwano jak statek ze Star Treka (Enterprise). Przykłady można mnożyć. To dla mnie oczywiste, że ludzie za 50 lat będą robić to samo.

Skąd pomysł na zilustrowanie książki? I to na dodatek grafikami Przemka Truścińskiego?

Fabryka Słów, mój wydawca, po prostu ilustruje książki. A z Przemkiem przyjaźnimy się od lat. Czasami współpracujemy. Jemu bardzo podobało się uniwersum „Czarnego Horyzontu”, ja uwielbiam jego grafiki. Więc kiedy pojawiła się taka możliwość, skorzystaliśmy z niej. Jestem zachwycony efektem jego pracy.

Na stronie redakcyjnej w książce zauważyłem informację, że to „wydanie II”. Czy „Czerwona mgła” ukazała się juz wcześniej? Może w innych Planach? :)

Pewnie czytałeś egzemplarz recenzencki, przed korektą. W mojej, finalnie wydrukowanej książce, stoi jak byk "wydanie I".

Ostatni tekst z „Czerwonej Mgły”, powrót do młodości Kajetana Kłobudzkiego, to swoista koda dotychczasowej dylogii czy też mająca zaostrzyć apetyty zapowiedź ciągu dalszego?

To jest pierwszy tekst z tego uniwersum, jaki napisałem. Jeszcze wtedy nie byłem pewien, w którą stronę rozwinie się i świat, i pomysł fabularny cyklu. Ostatecznie, zdecydowałem, że głównym bohaterem serii będzie Kajetan, a nie Robert, przesunąłem też całą akcję kilkanaście lat do przodu. Tak więc „Klucz Przejścia” to raczej apendyks do głównej linii wydarzeń, aczkolwiek bardzo istotny, bo pokazuje, jak Kajetan spotkał swojego przybranego ojca i jak wszedł w posiadanie tytułowego artefaktu, dającego mu szczególne możliwości podróżowania między różnymi Planami multiversum.

Ostatnia Rzeczpospolita #1 - Czerwona mgła

Autor: Tomasz Kołodziejczak
Ilustrator: Przemysław Truściński
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 11/2012
Liczba stron: 400
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788375748734
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,90 zł



blog comments powered by Disqus