Wywiad z Tomaszem Bukowskim

Autor: Ewa Nieć
22 października 2009

We wrześniu nakładem wydawnictwa Sol ukazała się debiutancka powieść Tomasza Bukowskiego OBIEKT R/W 0036. Z autorem o jego bohaterach, literackich wzorach i pomysłach na przyszłość rozmawia Ewa Nieć.

Ewa Nieć: Większość twoich postaci jest bardzo wyrazista, skrojona jakby na wzór i podobieństwo – ale kogo? Bohaterów z czyichś opowieści? Postaci historycznych, które cię fascynowały?

Tomasz Bukowski: Co do postaci polskich to raczej wymyśliłem je od początku. Choć słowo wymyśliłem nie jest najwłaściwsze. One stopniowo ewoluowały z postaci drugoplanowych na pierwszoplanowe. Każda z nich w pewnym momencie ożyła i zaczęła snuć swoją opowieść. Z polskiej literatury i filmu raczej nie korzystałem, z uwagi na nagromadzony tam ładunek martyrologii i samoumartwiania. Moje postacie nie użalają się nad swoim losem, czy losem Polski. A, tak naprawdę, na wojnie nie masz ci na to czasu.
Ja wolę Polaka, który nawet jak umiera, to robi to z zębami na niemieckim bucie. Jak obrońcy Węgierskiej Górki czy Wizny. Jak żołnierze Andersa pod Monte Cassino, czy maczkowcy pod Falaise.
Moi Polacy mają swoje własne cele, zmartwienia i zadania, z dala od wielkiej polityki. Każdy z nich jest jednak inny i na swój sposób uzupełniający pozostałych członków grupy. Porucznik Nowakowski to, taka moja, mała wersja generała Skibińskiego, którego cenię za poczucie humoru i niezależność. Postać dziś już trochę zapomniana, choć naprawdę fascynująca, a przy tym czarująca i pełna życia. Jego przeciwieństwem jest kapral Kiełc. Uparty, zawzięty i trochę zamknięty w sobie. Coś na kształt Pawlaka z „Samych swoi” w góralsko-wojskowej wersji. I wreszcie sierżant Wołos. Energiczny, trochę romantyczny i „wierzgający”. Jak generał Stanisław Sosabowski za młodu.
Myślę, że przy pokazywaniu charakterów postaci niemieckich i, w jakiś sposób polskich, wpłynął na mnie Ken Follet i jego książki jak „Orzeł wylądował” czy „Sztormowe ostrzeżenie”. Ludzie źli czy dobrzy są, zawsze na swój sposób, fascynujący. Nikt nie jest jednowymiarowy, jak uwielbia to przedstawiać nasza literatura czy filmografia: Polak to rycerz bez skazy a Niemiec to zwyrodnialec. Każdy człowiek ma w sobie jakąś pasję oraz cel i, choćby za to, trzeba go cenić czy szanować.
Stąd Worenman żołnierz, kobieciarz i podróżnik w jednej osobie. Na opis tej postaci znaczny wpływ miały książki Alfreda Szklarskiego o Tomku Wilmowskim. Worenman nosi mundur niemiecki niejako z przypadku i nie czuje się związany żadną ideologią. Dla niego najważniejsza jest przygoda. I kobiety.
Paulsen z kolei nie jest zwykłym „rycerzem z SS” . To raczej ktoś w rodzaju krzyżowca w czarnym mundurze. Fanatyk, dla którego nie liczy się nic poza celem. Jego wiarą nie jest jednak swastyka lecz wiedza za wszelką cenę.
Jest też pułkownik SS Haydrich, moja niemiecka wersja komandora podporucznika Edwarda Trappa, z książek Briana Calisona. Bezwzględny, chciwy typ, dla którego pieniądz nie ma narodowości czy rasy.
No i wreszcie porucznik Kromberg, jedyny prawdziwy nazista z krwi i kości. Zmaterializowany koszmar każdego antyfaszysty. Wręcz modelowy obraz esesmana z literatury i filmografii, a jednak, w jakim stopniu, ludzki w swym okrucieństwie.

Uderzające jest wyważenie w twojej książce sympatii jaką obdzielasz bohaterów. Mnie bardzo zastanowiła zwłaszcza historia weterana I wojny światowej. To świadomy zabieg, który ma pokazać, że w obliczu prawdziwego zła, nasze spory i walki są niczym?

Wyważenie sympatii odziedziczyłem po Kenie Follecie. Ponadto jak bazyliszek, który pierwotnie miał być głównym bohaterem, starałem się nie wyróżniać nikogo. Każda postać zasługuje na opowiedzenie jej wersji historii. Nie mówimy tu jednak o ideologii lecz o ludzkich emocjach. Każdy może tu znaleźć postać, z którą może się utożsamiać, bez względu na swoje przekonania.
Marcin Grzeleń, którego tu przypomniałaś, miał w książce przedstawić dwie historie. Jedną, byłego żołnierza armii kajzera spod Verdun i wszystkich tych ludzi, którzy jak on, w czasie kolejnej wojny, spotkał się po przeciwnej stronie ze swoimi starymi towarzyszami broni. Wielu Niemców pomagało swoim dawnym polskim podkomendnym, wierząc w braterstwo wspólnie przelanej krwi. Druga opowieść Marcina to historia samego Powstania, niesłusznie traktowego dziś jako awantura warszawiaków. W sierpniu 1944 do walki o Warszawę ruszyła cała Polska i ta z południa, i ta z zachodu, czy wschodu. Na pomoc Warszawie szły oddziały partyzanckie z obu stron frontu. W mieście walczyli żołnierze, którzy pochodzili z różnych stron kraju, oraz, co najważniejsze, z różnymi przekonaniami politycznymi i społecznymi. Dziś antykomuniści nie chcą pamiętać, że również Armia Ludowa brała udział w walkach powstańczych . Wbrew wyraźnym rozkazom Moskwy. Stąd też w książce postacie pomorskiego Żyda, ludowego gwardzisty i warszawskiego gangstera.
Moi bohaterowie, jak wszyscy ludzie, są więźniami własnych namiętności. Każdy z nich ma swoje racje, swoją prawdę i swój cel. Ludzie ci są w stanie wypracować kompromis z drugą stroną tylko w obrębie swoich wartości. Te zaś dla polskiego patrioty i esesmańskiego naukowca są zdecydowanie odmienne.

Nie boisz się, że wprowadzając „potwora”, narażasz się na zarzut szargania świętości, jaką dla wielu jest powstanie?

Ten zarzut może mi postawić tylko ktoś, kto nie czytał książki i nie lubi historii.
Nie jestem zwolennikiem marmurowych pomników, otoczonych pancernym szkłem. Historia ludzi walczących w Powstaniu jest historia żywą i wartą opowiedzenia młodym czytelnikom. Nie da się dobrze uczyć historii bez pamiętania, że tworzą ją ludzie pchani do działania określonymi namiętnościami: chciwością, bohaterstwem czy szałem zabijania. Dotychczas jednak historia była opowiadana w sposób, powiedzmy, mało zachęcający. Jakieś tam bohaterstwa bezimiennych postaci i dramat jakiegoś tam szarego tłumu mieszkańców. Przykład Muzeum Powstawia Warszawskiego wskazuje, że to nie tak. Historię można tam nie tylko dotknąć, ale też poczuć. I o to w tym chodzi.
Najpierw chciałem napisać o bazyliszku. Ludzie, ci źli i ci dobrzy, mieli się w tej opowieści tylko przewijać. Zaszło jednak coś dziwnego. Wszystkie te postacie chciały opowiedzieć swoją historię. Z czasem w książce było coraz mniej bazyliszka, a coraz więcej Polaków i Niemców. Co gorsza, zaczęli oni ze sobą rywalizować, kto z nich jest głównym bohaterem powieści?
Sam pomysł bazyliszka podsunął mi wiele lat temu Graham Masterton w „Dziecku ciemności”. Opowiedział on wtedy legendę o stworzeniu, żyjącym w warszawskich kanałach i zabijających akowców w czasie Powstania. Rzucił nawet nazwę „bazyliszek”, ale natychmiast wycofał się z tego pomysłu, jakby uznał to za nudne. A ja wtedy pomyślałem sobie: kurde, czemu właściwie nie? Nie chciałem jednak popełniać błędu tamtej książki wbijając „stwora” w określoną ideologię. Mój bazyliszek nie nosi niemieckiego munduru, ani biało-czerwonej opaski. Nie interesuje go nic innego poza zaspokojeniem swojego głodu. Nie służy w ludzkich armiach.

Masz jakieś plany wobec Wołosa? Bo już pojawiły się głosy, że żyje?

Wołos? Ku mojemu zaskoczeniu żyje i ma się dobrze. Nawet przyjął ten niechciany awans na oficera.
Nie on zresztą jeden przeżył warszawską hekatombę, ale to już inna historia. Historia Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, radzących sobie z traumą niecałkiem wygranej wojny, w ostatnich latach życia Józefa Stalina. Oraz tajnych eksperymentów w Kazachstanie.

Nad czym pracujesz teraz?

Tym razem pracuję nad historią niechcianą i zapomnianą. Niechcianą przez komunistów i zapomnianą w obecnych czasach. Chodzi o 2 Armię Wojska Polskiego oraz opowiedzenie o tym, jak to operacja drezdeńska zamieniła się w bitwę budziszyńską, i co z tego wynikło. Poza tym przekornie chcę opowiedzieć o okresie, kiedy to czas honoru już się skończył, a zaczął czas odwetu. Jak w „Bękartach wojny” tyle, że z iście diabelską intrygą w tle.

Życzymy wielu twórczych natchnień.

Obiekt R/W0036

Autor: Tomasz Bukowski
Wydawnictwo: SOL
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 9/2009
Seria wydawnicza: War Book
Liczba stron: 314
Format: 140x200 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788392916246
Wydanie: I
Cena z okładki: 32 zł


blog comments powered by Disqus