Wywiad z Jakubem Małeckim

Autor: Kalina Śmigielska
6 grudnia 2009

KŚ: W zeszłym roku wydałeś dwie książki, niedawno ukazał się zbiór opowiadań "Zaksięgowani". To bardzo dużo pozycji jak na początkującego pisarza. Jak Ci się to udało?

Jakub MałeckiJM: To chyba właśnie kwestia tego bycia początkującym – pierwsze dwie książki, nawiasem mówiąc dość krótkie, to było niekontrolowane wylewanie słów, częściowo spowodowane frustracją związaną z pracą, a częściowo z nagromadzeniem myśli i uczuć, które człowiek chciałby w jakiś sposób przekazać.
Teraz wygląda to trochę inaczej: znacznie większą wagę przykładam do słowa, próbuję pisać w nieco inny sposób i mam świadomość tego, że wiecznie nie da się płynąć rozpędem debiutanta. Muszę skręcić w inne rzeczy, odejść od bankowości, Poznania, uciec od bloków i dresów, co wymaga ode mnie więcej pracy i czasu, bo najprościej przecież pisać o rzeczach, które się zna. Nie twierdzę natomiast, że teraz pisać będę mniej – póki co nie cierpię nad pustą kartką, więc możliwe, że w przyszłym roku również dwie rzeczy się pojawią.

Masz już jakiś pomysł, co to będzie?

Tak, będą to dwie powieści. Ukończony jakiś czas temu „Dżozef”, o starcu, któremu wydaje się, że jest Josephem Conradem oraz „W odbiciu”, nad którą teraz pracuję i której nie potrafię jeszcze streścić.

Mówisz, że chcesz napisać coś innego, ale na swoim blogu przyznajesz się, że „Zaksięgowanych” też nie planowałeś jako grozę. Myślisz, że tym razem będzie Ci łatwiej?

Ja po prostu nie czuję się związany z horrorem. Filmów grozy w ogóle nie oglądam i widziałem ich może w życiu z dziesięć, książkę czasem przeczytam, ale też nie jakoś bardzo często, a rzeczy, które piszę, to póki co horrory – nie mam więc pojęcia, jak to się dzieje i stąd moje zdziwienie nad „Zaksięgowanymi”: kurczę, znowu horror wyszedł.
To, że chcę pisać inaczej, wcale nie oznacza, że uda mi się od tego horroru uciec – mam prędzej na myśli ciągłą pracę nad stylistyką i zdaniem, plus odejście od moich wydeptanych już ścieżek.

Czy poza pisaniem masz czas na coś jeszcze, jakieś inne zainteresowania, hobby?

Przede wszystkim sport w postaci ciężarów i biegania – ćwiczę bez wyjątków codziennie i to już jakiś rodzaj choroby. Poza tym motocykl, penetrowanie starych fortyfikacji, próby okiełznania deskorolki i tym podobne.

Twoje postacie to zwykli ludzie, którzy są surowo karani za popełnione błędy (jak chociażby w „Wyborze” czy w „Nic”). Czujesz się trochę pisarzem-moralistą?

Od samego początku mam takie myśli, że nie chciałbym, aby książka była wyłącznie przygodowym zjadaczem czasu, a dawała odrobinę więcej. Broń Boże, nie chcę być moralistą, ale w przesłaniu jakichś pozytywnych emocji nie widzę nic złego.
I, co dziwne, czasem to chyba działa, bo dostałem naprawdę sporo maili od osób, które po przeczytaniu książki poczuły się odrobinę lepiej.

Kilku z bohaterów pracuje w tym samym biurze doradztwa finansowego, które pokazane jest w bardzo negatywnym świetle. Skąd taka awersja do akurat tej grupy?

To negatywne światło, które rzuciłem w tekstach na pracę w banku czy doradztwie finansowym wynika z faktu, że uprawiałem te zawody i napatrzyłem się na bezduszność i paradoksy, jakie tym sektorem rządzą. To tak, jak zauważyć coś bardzo dużego, czego – jak się tobie wydaje – wiele osób nie widzi. Naturalnym odruchem jest chęć opowiedzenia o tym, zwrócenia na to czyjejś uwagi.

Właśnie, w „Zaksięgowanych” można znaleźć pewne elementy autobiograficzne. To tylko zabawa z czytelnikiem czy coś więcej?

BłędyRzeczywiście, w „Zaksięgowanych” można takie znaleźć. W tę książkę wrzuciłem sporo postaci, miejsc, zdarzeń i siłą rzeczy także część mnie. Nie planowałem tego ani jako zabawy z czytelnikiem, ani jako czegoś więcej: po prostu, wydało mi się to naturalne. W ogóle „Zaksięgowani” pojawili mi się niespodziewanie, nie wiedziałem, że napiszę tę książkę i chyba to w niej jest najfajniejsze.

Wiele z opowiadań kończy się śmiercią, często samobójczą. Dlaczego akurat ten motyw jest tak wyeksponowany?

Wydaje mi się, że nie eksponuję motywów samobójczych, ale skoro zwróciłaś na to uwagę, to mogę się mylić. To już jednak pytanie do psychologa. Ja nie wiem, nie znam na nie odpowiedzi. Właśnie przed chwilą wyszli ode mnie znajomi, w tym kuzynka Basia, która zna mnie od dziecka i bardzo się dziwi, że tak porąbane książki piszę. Pytała, skąd biorą mi się w głowie tak chore pomysły, i nie umiałem odpowiedzieć. Tobie też nie potrafię.

Innym pojawiającym się motywem są reality show. Bohaterowie oglądają je po ciężkim dniu w pracy, a „Śmierć szklanego Kazimierza” jest groteskową wizją takiego. Jaki jest Twój stosunek do nich?

Jeśli chodzi o programy typu „Big Brother”, to jestem pod głębokim wrażeniem selekcjonerów, którzy potrafią z tłumów ludzi wybrać te naprawdę najgłupsze jednostki, natomiast sam program reality show to nic innego jak kolejna forma rozrywki. Nie mam do niej żadnego stosunku, bo przecież, podobnie jak film może być dobry i zły, tak może być i reality show.

Mówisz, że dostajesz sporo maili od czytelników. Czujesz się sławą, gwiazdą? Zdarzają się wśród nich też głosy krytyki?

Przemytnik cuduJa w ogóle, jeśli w jednym zdaniu widzę „Małecki” i „gwiazda”, to mam torsje. Absolutnie nie. Nigdy nie byłem i nigdy nie będę gwiazdą. Jeśli miałbym odpowiedzieć, do czego mi najdalej, to właśnie do gwiazdy.
Myślę natomiast, że jeśli już ktoś decyduje się poświęcić chwilę, żeby sklecić maila do autora, to prędzej nie po to, by go skrytykować, lecz pochwalić. Jeśli komuś książka się nie podoba, to walnie ją w kąt, powie znajomemu, że była do bani, czasami na forach pojawiają się też głosy krytyki, ale maili takie osoby do mnie nie piszą. Nie znaczy to oczywiście, że wszystkim się moje książki podobają, bo tak nie jest. Nie raz już czytałem recenzje, w których suchej nitki na mnie nie pozostawiono. Rzecz gustu – jedni to lubią, inni nie. I tak powinno być.

Jeden z bohaterów wygłasza takie zdanie: „żeby napisać książkę, trzeba być nieźle pogiętym”. Kim dla Ciebie jest autor?

To chyba jakieś trudne pytanie, na którym się pewnie wyłożę. Autor to człowiek, który napisał książkę. Pamiętaj jednak, że zdanie, które zacytowałaś, pochodzi nie z moich ust, ale z ust bohatera. A oni tam rożne rzeczy gadają…

Czy są jacyś pisarze, dawni lub obecni, których nazwałbyś swoimi mistrzami?

Są autorzy, których szanuję i cenię, są też tacy, którym usiłuję dorównać. Z najważniejszych i martwych już niestety to byliby pewnie: Bułhakow, Dostojewski, Lem czy Nabokov, a z żywych Piątek, McCarthy, Orbitowski, Tokarczuk.

Zaksięgowani

Autor: Jakub Małecki
Wydawnictwo: Powergraph
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 10/2009
Seria wydawnicza: Fantastyka z plusem
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 978-83-61187-14-1
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,00 zł


blog comments powered by Disqus