Powstanie po 90 latach – wywiad z Markiem Rezlerem, autorem książki "Powstanie Wielkopolskie 1918-1919. Spojrzenie po 90 latach"

Autor: Hubert Kuberski
16 grudnia 2008

PWHubert Kuberski: Zacznę nietypowo: jak Wielkopolanie reagują na złośliwości ze strony rodaków z innych dzielnic? Choćby na anegdoty o Powstaniu Wielkopolskim – jak ta, że insurgenci zapomnieli kupić "peronówek"...

Marek Rezler: ... i dlatego nie mogli zdobyć dworca kolejowego [śmiech]. Te anegdoty są już trochę zwietrzałe i 75% społeczeństwa zupełnie inaczej patrzy na świat. Dla nich już nawet stan wojenny z lat 1981 – 1982 jest odległą przeszłością, na równi traktowaną z bitwą pod Grunwaldem i Powstaniem Listopadowym.

Co nowego udało się Panu odnaleźć podczas analizy dokumentacji dotyczącej niejasnych elementów genezy Powstania Wielkopolskiego? Czym zaskoczy Pan zwolenników sądu, że to przyjazd Ignacego Paderewskiego do Poznania uznaje się za powstańczy katalizator?

MR: Proponowałbym zmodyfikować podejście do sprawy. Pragnę zwrócić uwagę za Januszem Karwatem [i jego znakomitą monografią "Od idei do czynu - myśl i organizacje niepodległościowe w poznańskiem w latach 1887-1919" – przyp. red.] na przygotowanie psychiczne społeczeństwa, wieloletnie narastanie nastrojów patriotycznych. Ogólny kierunek przygotowań jest znany, lecz mogą być jakieś wątpliwości dotyczące oddziałów lub działaczy. W mojej książce, która – podkreślam – nie jest monografią, bardzo ważny jest podtytuł: "Spojrzenie po 90 latach" – to ujęcie popularnonaukowe z wieloma elementami publicystycznymi. Pokazuję wiele zagadnień w sposób niekonwencjonalny, budzący kontrowersje i zachęcający do dyskusji. Dlatego też piszę o drodze Wielkopolan do Niepodległości poprzez pracę organiczną i gotowość do walki zbrojnej.

Czyli z jednej strony był budowany zamek cesarski w ówczesnym Posen, a tuż obok knuli Polacy?

MR: Ów zamek stawiał sobie cesarz Wilhelm II rękami polskich robotników budowlanych. Tymczasem chodziło o przemodelowanie sposobu mentalności społeczeństwa. Związane z tym było podniesienie poziomu oświaty, gospodarki, świadomości narodowej i kulturalnej. Oczekiwano wojny narodów, która by stawiała naprzeciwko siebie zaborców i dawała jedyną szansę odzyskania niepodległości przez Polskę. Każde z dotychczasowych powstań zawisało w próżni, nie spotykając się z żadną pomocą z zewnątrz. Nie chodziło o otwartą walkę z Prusakami, gdyż była ona z góry skazana na niepowodzenie. Wielkopolanie stworzyli silne struktury konkurencyjne w stosunku do instytucji zaborcy.

Czyżby taką działalność można było uznać za wielkopolskiego protoplastę Polskiego Państwa Podziemnego?

MR: Pojęcie państwa podziemnego jako ciała politycznego pojawiło się już w czasie Powstania Styczniowego. Tymczasem Wielkopolanie tworzyli od dawna struktury gospodarcze i kulturalne, które miały powielać niemieckie instytucje, działające w zaborze pruskim. Chodziło o to, żeby Niemcy nie zdominowali i nie skolonizowali Polaków. Zaś po wyeliminowaniu czynnika niemieckiego z rządzenia regionem Polacy mieli być gotowi do przeciwdziałania w powstałej w ten sposób próżni administracyjnej. Dzięki wieloletnim przygotowaniom udało się przejąć normalne funkcjonowanie w regionie. Tajne komitety obywatelskie ujawniły się w grudniu 1918 roku jako rady ludowe, zaś równocześnie powstał Komisariat Naczelnej Rady Ludowej, który bez problemu zastąpił władze niemieckie. Dlatego w swej książce podkreślam, że sukces Powstania Wielkopolskiego polegał nie tylko na triumfie militarnym, ale zależał od zaplecza i poparcia ludności. Fenomen tego powstania polegał na tym, że nie stwarzało ono faktów dokonanych, choć Wielkopolska funkcjonowała de facto jako oddzielne państwo od Niemiec i Polski.

Jaki cel miało do osiągnięcia Powstanie Wielkopolskie?

MR: Powstanie nie miało mocy sprawczej w myśl prawa międzynarodowego. Mogło jedynie zasugerować Paryżowi [Konferencji Pokojowej w Wersalu – przyp. red.] wolę ludności. Wydarzenia wielkopolskie umacniały pozycję Francji w kuluarach konferencji. Brak jakichkolwiek deklaracji ze strony Wielkopolan ułatwiał działania Komitetu Narodowego Polskiego. System oparty na radach autorstwa ks. Stanisława Adamskiego był odwzorowaniem struktury spółki gospodarczej, włącznie z zarządem, radą nadzorczą i zgromadzeniem przedstawicieli.

A dlaczego w nazwie pojawił się Komisariat, który mógł wywoływać na zachodzie skojarzenia z komisarzami bolszewickimi?

MR: Terminologia stosowana przez bolszewików w czasie rewolucji zawłaszczyła wiele z retoryki demokratycznej, podczas gdy bliska Poznaniowi rewolucja niemiecka wykorzystywała jedynie retorykę bolszewicką. Poznański Volksrat całkowicie różnił się Rady Komisarzy Ludowych w zbolszewizowanej Rosji, zaś Komisariat Naczelnej Rady Ludowej tylko upodobniał się nazwą do ówcześnie popularnych organów władzy w zrewolucjonizowanych Niemczech.

Jednak nawiązując do mojego poprzedniego pytania, czyżby słowo komisariat w nazwie miało na celu spacyfikowanie radykalnych poglądów ludności, która przecież słyszała o komisarzach bolszewickich?

MR: Nastroje rewolucyjne w Wielkopolsce nigdy nie znajdowały właściwego odzwierciedlenia. Pewne hasła i terminy mogły sugerować powiązania z Rosją, ale nabrały kompletnie innego znaczenia na ziemiach niemieckich i wielkopolskich.

Co jest pańskim odkryciem, mogącym zachęcić czytelników do sięgnięcia po "Powstanie Wielkopolskie"?

MR: Wspomnę tylko o jednym epizodzie, związanym z Poznańskim Batalionem Śmierci, utworzonym wiosną 1919 roku na rozkaz generała Dowbor-Muśnickiego. W ówczesnej 72-tysięcznej armii regularnej z poboru pojawiły się osoby niepożądane – o niskim morale, bez nastawienia patriotycznego lub nie do końca uczciwe. Zamiast batalionu karnego została utworzona jednostka o bombastycznej nazwie – Poznański Batalion Śmierci z trzema kompaniami szturmowymi. Dano im jako dowódcę pułkownika Feliksa Józefowicza, krzepkiego weterana powstania styczniowego. Pod pozorem stworzenia oddziału ochotniczego, gen. Dowbor-Muśnicki utworzył jednostkę, którą wysłał na wschód. Należy też powiedzieć o dezerterach, o których się nie wspomina. Urealnia to obraz wojska walczącego przed 90 laty o niepodległość.

Czy usiłuje Pan zmierzyć się z narosłymi legendami wokół Powstania Wielkopolskiego?

MR: Zachęcę do lektury, zrywając ze sloganem o "jedynym zwycięskim" powstaniu. Już było wygrane powstanie z lat 1806-07 przeciw Prusakom, o którym pisał Mickiewicz, mało znane (ale rzeczywiste) powstanie przeciwko Austriakom w 1809 roku, czy Trzecie Śląskie z 1921 r. Nonsensem też jest uważanie marszałka Józefa Piłsudskiego za wroga lub co najmniej osobę nieprzychylną Wielkopolsce, czemu poświęcam osobny podrozdział w książce.

Zajmuje się Pan od czterdziestu lat problematyką Powstania Wielkopolskiego. Jak w tym czasie zmieniały się opinie i poglądy na temat zwycięskiej insurekcji?

MR: Wynikało to z prostej przyczyny. Jeszcze do niedawna żyli uczestnicy powstania i oni w wielu wypadkach kształtowali i wymuszali określony punkt widzenia. W niektórych przypadkach hamowali prace badawcze, a historycy nie chcieli "wkładać kija w mrowisko". Niebagatelne były też ograniczenia cenzury. Jeszcze trzydzieści lat temu było kilka ośrodków, które zajmowały się Powstaniem Wielkopolskim. Obecnie mamy w kraju nie więcej niż 10-12 specjalistów szczegółowo zajmujących się tym powstaniem, a mnóstwo pracy przed nami, jak chociażby Słownik Biograficzny Powstania Wielkopolskiego czy przekopanie archiwów niemieckich, francuskich, brytyjskich, włoskich i amerykańskich w poszukiwaniu zagadnień związanych z Powstaniem Wielkopolskim.

Czym jest dla Pana temat, obejmujący tych kilka przełomowych miesięcy Wielkopolski?

MR: To nie jest łatwa problematyka, którą mógłby udźwignąć młody człowiek, świeżo po studiach. Mógłby wziąć na warsztat przyczynek, region, grupę ludzi, ale nie jest w stanie w oparciu jedynie o wiedzę zdobytą na studiach, objąć całość tematyki Powstania Wielkopolskiego z jego niejasnościami i niuansami w okresie od listopada 1918 do czerwca 1919 r. Do szczegółowych, wielowątkowych prac nad interesującym nas powstaniem po prostu trzeba samozaparcia i… czasu. W sumie, proszę mi wierzyć, temat to pasjonujący.

Powstanie Wielkopolskie 1918-1919. Spojrzenie po 90 latach

Autor: Marek Rezler
Wydawnictwo: Rebis
Miejsce wydania: Poznań
Wydanie polskie: 2008
Liczba stron: 376
Format: 155 x 230 mm
Oprawa: twarda z obwolutą
ISBN-13: 978-83-7510-232-1
Cena z okładki: 49,90 zł


blog comments powered by Disqus