Wywiad z Naomi Novik

Autor: Joanna Jakubik
27 października 2008

Naomi Novik i Joanna JakubikNaomi Novik gościła w Polsce między 22-25 października. Została zaproszona przez wydawnictwo Rebis na promocję swojej najnowszej książki „Imperium kości słoniowej” i na targi książki, które odbyły się w Krakowie (24 -25 października). W Warszawie, w Paradox Cafe, 23 października spotkała się z czytelnikami, a w środę 22 października w Hotelu Sobieski w Warszawie udzieliła wywiadu i na to spotkanie Państwa zapraszam.

Joanna Jakubik: Witam Panią. W Pani życiorysie jest wzmianka o polskich korzeniach. Czy ma pani rodzinę w Polsce?

Naomi Novik: Tak, nadal mamy tu rodzinę, przyjaciół i znajomych. Pobyt w Polsce i promocja moich książek to również okazja do rodzinnych spotkań. Przy sąsiednim stoliku siedzi moja babcia. Mam żydowsko-polsko-litewskie korzenie. Moja mama urodziła się w Polsce, mieszkała i studiowała w Warszawie, ojciec natomiast mieszkał w Moskwie, a potem także w Warszawie. Mówię trochę po polsku, ale wychowałam się w Stanach, tam skończyłam studia i na co dzień posługuję się językiem angielskim. Nie wszystko po polsku potrafiłabym wyrazić.

JJ: Zanim zaczęła Pani pisać książki, była Pani programistką, pisała Pani scenariusze do gier komputerowych. Czy historie o Temeraire można znaleźć również w postaci gier? Mogłaby to być znakomita promocja Pani książek.

NN: Pracowałam przy powstawaniu gier komputerowych, ale teraz wolę skoncentrować się na pisaniu, to zupełnie coś innego. Peter Jackson, który kupił prawa do ekranizowania moich powieści, ma również prawo do stworzenia gry komputerowej. Więc taka gra może dopiero powstanie.

JJ: Moje następne pytanie miało właśnie dotyczyć ekranizacji Pani książek.
Kiedy będzie można obejrzeć film nakręcony na podstawie Pani powieści?

NN: Tak naprawdę Peter Jackson kupił opcję na zakup praw autorskich, więc właściwie ma on dopiero możliwość zakupu praw autorskich. To bardzo długi i skomplikowany proces. Często mija kilka lub nawet kilkanaście lat, zanim film powstanie. Nie wiem czy ostatecznie reżyser wykorzysta te prawa i kiedy film będzie na ekranach, w każdym razie pierwszy krok został zrobiony, a proces już się rozpoczął.

JJ: Po sukcesie "Władcy Pierścieni" można liczyć na to, że film nakręcony przez tego samego reżysera zyska podobną widownię i też będzie sukcesem.

NN: Byłoby wspaniale, a Peter Jackson jest idealnym reżyserem.

JJ: Pani książki są bardzo filmowe. Czytając je można sobie doskonale wyobrazić poszczególne sceny. Treść zawiera wiele szczegółów historycznych z okresu wojen napoleońskich. Dlaczego jest to historia Europy, a nie historia Ameryki?

NN: Powodem umiejscowienia akcji powieści były w pewnym stopniu europejskie korzenie mojej rodziny, ale także moje zainteresowania. Od dziecka interesowałam się tym okresem, a sam Napoleon jest dla mnie do dzisiaj postacią niezwykle fascynującą. Okres wojen napoleońskich to jakby pierwsza wojna światowa. Ta wojna miała także ogromny zasięg, obejmowała dużą część świata. Rozgrywały się bitwy nie tylko w Europie, również na oceanie indyjskim, w Afryce, walki toczyły się w koloniach. Wszystko miało wpływ na losy wielu ludzi. To bardzo ciekawy okres w historii.

JJ: Z pewnością ma Pani dużą wiedzę na temat tego okresu, nie kusiło Pani, aby napisać książkę historyczną?

NN: Książek historycznych dotyczących Napoleona i tego etapu historii jest bardzo dużo. Napoleońskich smoków jeszcze nie było. W książkach łączę dwie swoje fascynacje: historię i fantasy. To jest to, co lubię pisać, to sprawia mi radość.

JJ: To prawda, po przeczytaniu Pani książek sama odkryłam, że smoki są fascynujące. Druga cześć cyklu pt. “Nefrytowy tron” dzieje się w Chinach. Chiny kojarzą się ze smokami. W Polsce mamy tylko Smoka Wawelskiego. Czy pojawi się on w jakiejś książce? Polacy lubią się doszukiwać polskich wątków w książkach autorów, którzy mają polskie pochodzenie.

NN: Oczywiście znam tego smoka. Smok Wawelski to jednak okres o wiele wcześniejszy. Ta legenda dotyczy innego okresu historycznego i trudno byłoby połączyć tego konkretnego smoka z Napoleonem. Jeszcze nie wiem, może jakiś wątek z nim związany pojawi się w kolejnej części. W książce jest już smok, który ma imię Skierka. To wprawdzie smok turecki, jednak ma polskie imię.

JJ: W Pani biografii wyczytałam, że napisała Pani sześć książek. Na polski język przetłumaczono cztery. Czy dwie pozostałe polski czytelnik również będzie mógł poznać?

NN: Napisałam do tej pory pięć książek, na szóstą mam podpisany kontrakt i jeszcze nie została ukończona. A potem będą jeszcze trzy kolejne. To cały cykl.

JJ: Obawiałam się, że będzie Pani próbowała uśmiercić smoki. W książce “Imperium kości słoniowej”, która teraz dotarła do polskich księgarń, pojawia się choroba zagrażająca ich życiu. Pisarze czasem tak robią, chcąc zakończyć jakiś etap swojego pisania. Okazuje się, że jeszcze wiele przygód czeka Temeraira i jego opiekuna Laurence. Skąd Pani bierze nowe pomysły? W tych książkach wiele się dzieje.

NN: Jestem bardzo przywiązana do swoich smoków.
Pomysłów mam bardzo dużo. Właściwie więcej, niż mogłabym wykorzystać. Przychodzą z lekturą innych książek, z obserwowania świata. Ta tematyka interesowała mnie już wcześniej, cały czas poszerzam wiadomości i dzięki temu mogę wzbogacać swoje książki. Jeśli dużo się pisze, to coraz więcej pomysłów się pojawia. Sama historia wojen napoleońskich obfituje w fascynujące wydarzenia, a fantazja i smoki wypełniają resztę. Gdy skończyłam dziesięć lat, przeczytałam pierwszą biografię Napoleona. Byłam i nadal jestem prawdziwym i zagorzałym fanem Napoleona. Starałam się o nim jak najwięcej dowiedzieć. Dużo czytam obecnie i czytałam już w wieku młodzieńczym, różnorodne książki. Oprócz historycznych także Jane Austen, McCarthy’ego, Tolkiena. W ogóle interesowałam się literaturą.

JJ: Chyba nawet ukończyła Pani literaturoznawstwo?

NN: Tak, mam licencjat z literatury, a magisterium z informatyki.

JJ: To połączenie dwóch bardzo różnych dziedzin. Czasem osoby uzdolnione humanistycznie nie radzą sobie z matematyką i tym, co się z nią wiąże.

NN: Myślę, że różnie bywa. Ja od dziecka miałam kontakt z matematyką i komputerami. Moja mama studiowała matematykę w Warszawie i jest teraz wykładowcą matematyki. Może dlatego nie sprawiało mi trudności połączenie zainteresowań literackich ze studiami informatycznymi. Interesowałam się zawsze wieloma dziedzinami. Oprócz komputerów i literatury także biologią, astronomią, historią. To pomaga, jeśli chce się zostać pisarzem. Wiadomości z różnych dziedzin przydają się przy pisaniu. Można opowiedzieć więcej ciekawych rzeczy.

JJ: Czy sukcesy już na początku pani przygody z literaturą spowodowały, że powstały następne książki?

NN: Na pewno sukces jest bardzo mobilizujący. Nagrodę jednak dostałam za pierwsze trzy tomy cyklu o Temerairze, które były napisane wcześniej, a ukazały się razem. Takie kompleksowe wydanie było założeniem i warunkiem wydawcy, który uważał, że najlepiej, gdy na rynku ukaże się całość. Uznał, że akcja opowieści rozwija się z tomu na tom i dopiero po przeczytaniu całości można ocenić wartość tych książek.
Początkowo wyszło skromne, broszurowe wydanie, później wydrukowano książki na lepszym papierze i w sztywnych okładkach.

JJ: Pisarze to indywidualiści, często bardzo wrażliwi, skoncentrowani na sobie i swojej twórczości. Pani mąż także jest pisarzem. Jak to jest być żoną pisarza i samemu osiągać sukcesy?

NN: Mój mąż oprócz tego, że jest pisarzem, jest także redaktorem. Zatrudniam go do czytania wszystkich moich książek i udzielania mi rad. To jest taki redaktor domowy.
Nie ma miedzy nami żadnej rywalizacji, choć czasem tak się zdarza w podobnych przypadkach. Mój mąż osiągnął sukces już wcześniej. Uzyskał nagrodę Edgara za najlepsze opowiadanie, a także nagrodę Shamus za najlepszą powieść. Niedługo wyjdzie jego kolejna książka. On jest ze mnie bardzo dumny i ja z niego także. W Stanach jest wiele par, gdzie kobiety zarabiają więcej niż mężczyźni. Najważniejsze, że dwoje ludzi się rozumie, wspiera wzajemnie i są szczęśliwi.

JJ: Skoro mówimy o rodzinie, to nie mogę nie zapytać o dzieci.

NN: Nie mamy dzieci, ale sądzę, że niedługo przyjdzie czas, aby o tym pomyśleć.

JJ: Smoki stwarzają w Pani książkach bajkową scenerię, przez co są to takie książki i dla dzieci, i dla dorosłych.

NN: To prawda. Wiem, że dzieci też je czytają, chociaż może opisy bitew, wojna, krew, cierpienie nie są dla nich zbyt odpowiednie. Ale są tam też wątki o przyjaźni, odpowiedzialności, stosunkach międzyludzkich. Sama będąc dziesięciolatką czytałam książki dla dorosłych.

JJ: Już wiemy, że następne książki też są o smokach, czy ma Pani w planach jakieś zmiany tematu smoków?

NN: Teraz pracuję razem z japońskim artystą grafikiem Szan Li nad „Mango” – to taka graficzna powieść japońska. Jest to powieść dla nastolatków i trochę przypomina komiks. Bohaterką jest dziewczynka, która uczy się w specjalnej szkole, aby zostać super bohaterem. Pracuję także nad powieścią science fiction, której akcja będzie osadzona w wiktoriańskiej scenerii. Tu inspiracją była powieść “Tajemniczy ogród”. To ulubiona książka mojego dzieciństwa.

JJ: Ma Pani więc różnorodne plany na przyszłość. Od jak dawna Pani pisze? Jak długo Pani pisała cykl o smokach?

NN: Szczerze mówiąc nie wiem, od jak dawna piszę, zawsze coś sobie pisałam. Pierwsze trzy książki o smokach powstały w dwa lata.

JJ: Tempo niezwykłe, jak na książki pełne różnorodnych przygód i całkiem pokaźnych rozmiarów, ale pomoc domowa, o której mówiliśmy, też do pozazdroszczenia.
Czy mąż pomaga Pani również w pomysłach, czy tylko w redakcji?

NN: O tak, nie da się tej pomocy nie docenić. Cały czas rozmawiamy z mężem o tym, co później znajdzie się w książce, ale napisać ją już muszę sama.

JJ: Czy znajduje Pani czas na inne zajęcia?

NN: Nie mam zbyt dużo czasu na zajęcia niezwiązane z pisaniem, ale obecnie zajmuję się także pracą w Stowarzyszeniu mającym na celu ochronę osób tworzących dzieła transformacyjne. Pomagamy takim twórcom w poprawnej interpretacji praw autorskich. Stowarzyszenie zrzesza osoby, które tworzą filmy i różne projekty artystyczne z urywków innych dzieł. Osoby zgłaszające się do nas mogą liczyć na pomoc prawników, ochronę i informacje w przypadku, gdy fragmenty innych dzieł były użyte do stworzenia czegoś nieodpłatnie, dla przyjemności i zabawy, a spotkało się to ze sprzeciwem firm mających prawa autorskie. Warner Brothers na przykład ścigał dzieci, które wykorzystywały wizerunek Harry'ego Pottera. Dlatego powstała nasza organizacja. Wielu autorów nie rozumie, że to, co powstaje, nie jest próbą kradzieży ich praw autorskich, a większość fanów robi to dla przyjemności, a nie dla zysku.

JJ: Czy dotyczy to także portali internetowych?
Nie bez powodu o to pytam, ponieważ w Polsce popularne są literackie portale internetowe, na których można umieścić swoje teksty. Wydanie książki przez wydawnictwo wiąże się z otrzymaniem honorarium, książka umieszczona na portalu zyskuje czytelników i staje się ich własnością.

NN: W Stanach też jest popularna taka forma. Dużo ludzi pisze coś w rodzaju pamiętnika, opisując swoje przeżycia czy przemyślenia.

JJ: U nas to są blogi, ale mnie chodzi o portale literackie, gdzie można zamieścić tekst, przeczytać to, co piszą inni, a nawet uzyskać komentarz od czytelników, a robi się to bezpłatnie.

NN: Wielu ludzi pisze nie po to, aby zostać zawodowym pisarzem. Przypuśćmy, że lubię robić koronkowe serwetki, ale nie muszę od razu zostać zawodową koronczarką. Myślę, że wiele osób po prostu lubi pisać, traktuje to jak hobby, a na co dzień zajmuje się czymś innym.

JJ: Może być i odwrotnie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby ktoś, kto pisze, jako hobby traktował robienie serwetek. To oczywiście żart. Nawet nie przypuszczałabym, aby znalazła Pani czas na robienie serwetek przy takiej ilości książek, jakie Pani napisała.
Proszę jeszcze powiedzieć, na ile języków przetłumaczono Pani książki?

NN: Sprzedano je na dwudziestu siedmiu różnych terytoriach państwowych, ale nie wszystkie są w różnych wersjach językowych. Brazylijska i portugalska wersja jest na przykład taka sama.
Dostaję egzemplarze wszystkich wydań, które się ukazały w innych krajach. Książka w japońskiej wersji językowej jest złota i wydana na pięknym papierze. Nie mogę oczywiście nic w niej przeczytać, chociaż jest ozdobą mojej biblioteki.

JJ: Czyli szata graficzna nie jest stała. Każdy wydawca może umieścić inne ilustracje na okładce czy w środku książki.

NN: To nie jest ustalone, jednak wielu wydawców stosuje tę amerykańską wersję. Tylko kolory nie są identyczne, ale to może kwestia technologii druku.

JJ: Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę miłego spędzenia czasu w kraju.

NN: Jutro czeka mnie jeszcze spotkanie z czytelnikami w Warszawie , a potem jedziemy do Krakowa, gdzie będę podpisywać na targach swoje książki.

JJ: Zatem serdecznie Panią pozdrawiam również w imieniu czytelników, którym będę się starała przybliżyć Pani osobę. Dziękuję i życzę dalszych sukcesów.

Joanna Jakubik



blog comments powered by Disqus