Wywiad z Sebastianem Uznańskim

Autor: Henryk Tur
16 października 2006

GL : Stworzyłeś wiele światów, każdy na potrzeby jednego tylko opowiadania. Skąd bierzesz inspirację do takiego światotwórstwa?

Sebastian Uznański : Skąd się biorą pomysły, to chyba najtrudniej odgadnąć. Mam wrażenie, że one przychodzą do mnie same. Czasami jest to element z jakiegoś snu, czasami z jakiejś wizji, która przychodzi nagle, np. gdy idę ulicą.

GL : A nie kusiło Cię kiedyś, aby do któregoś z tych światów wrócić? Na przykład napisać tekst w realiach „Świtu czarnego słońca” czy „Wczorajszego deszczu”?

SU : Do tej pory działo się tak, że świat był stworzony w ten sposób, aby współgrać z akcją opowiadania. Gdy pisałem „Świt czarnego słońca” to – jako że dzieją się tam rzeczy okrutne i mroczne – jego świat był również mroczny i okrutny, gdzie słońce jest czarne, ludzie zniekształceni i dekadenccy. To, co się działo w warstwie plastycznej świata współgrało z jego warstwą emocjonalną. Opowiadam konkretną historię o konkretnych ludziach w konkretnym świecie. Dlatego też gdybym chciał napisać o innych ludziach w światach z wymienionych opowiadań, te światy mogłyby po prostu nie pasować, musiałbym je zmieniać. Dlatego też wolę tworzyć od nowa, na potrzeby konkretnych realiów. Mnie nie interesuje stworzenie świata i umieszczenie tam bohaterów, jak to zwykle się robi, tylko tworzenie pewnych skończonych konstruktów, w których wszystko ze sobą współgra. Jak jeden duży obraz. Natomiast nie wykluczam, że jeśli świat powieści spodoba się czytelnikom, to być może kiedyś powrócę do niego. Jest on na tyle skomplikowany i daje tyle możliwości, że można by pokusić się o próbę umieszczenia tam jeszcze innej historii.

GL : Przejdźmy do „Żałując za jutro”. Jak długo pisałeś tą historię?

SU : Mam wrażenie, że tworzyłem tą historię całe życie. Oczywiście proces notowania był krótszy, około pięciu miesięcy „twórczej gorączki”. Natomiast wizje, które się tam pojawiają i poruszane tematy – były ze mną całe życie. Zawsze chciałem coś takiego napisać, stworzyć takich właśnie bohaterów, którzy przeżywają miłość, nienawiść, dojrzewanie, przyjaźń, zdradę; te wszystkie potężne uczucia... Na początku były same wizje, nie było umiejętności warsztatowych. Potem, gdy przyszła forma krótka, okazało się, że te tematy nie pasują do opowiadań, gdyż są zbyt rozległe. Opowiadanie musi się mieścić w jakiejś konkretnej warstwie tekstowej, mieć ileś tam znaków. A to była historia zbyt duża, zbyt rozległa. Chciałem stworzyć opowieść o całym rozwoju bohatera, pokazać poszczególne etapy jego dojrzewania. Musiało to zająć dużo stron, nie dało się tego zrobić w jednym opowiadaniu. W okresie notowania tego, tej „gorączki twórczej”, czasem budziłem się w nocy, mając w głowie gotowy dialog czy scenę. Przyrównałbym to do noszenia dziecka przez ileś miesięcy, karmienia go sokami duchowymi autora, aż w końcu nadszedł moment rozwiązania, równie wyczerpującego jak prawdziwy poród.

GL : A masz czasem taką sytuację, że piszesz coś, czego wcześniej nie planowałeś? Akcja przybiera nieco inny przebieg, niż planowałeś?

SU : Wydaje mi się, że cały czas piszę nieco na bieżąco. Nie ograniczam bohaterów swoimi wcześniejszymi planami, pozwalam robić im to, na co mają ochotę. Jeśli bohater się zmienia, pozwalam mu iść za tym procesem. I to wówczas często pojawiają się wydarzenia nowe, nieplanowane. To nie jest tak, że zaplanuję sobie książkę, a potem ją napiszę. Mam tylko taki kosnpekt – co musi się zdarzyć, co może się zdarzyć i co dobrze by było, aby się zdarzyło. Czasem pomijam niektóre fragmenty, np. okazuje się, że bohater poszedł w nie tą stronę, niż było to zaplanowane i przygotowane wydarzenie nie jest już potrzebne. Wtedy z niektórych rzeczy trzeba zrezygnować – gdyż nie pasują do postaci, a inne dodać – aby jej postępowanie było wiarygodne.

GL : Napisałem w recenzji, że „Żałując za jutro” to mieszanka różnych stylów. Skąd  taka idea połączenia wszystkiego, co tylko możliwe – od Piekła z demonami po zaawansowaną technologię kosmiczną? Zaplanowałeś taką wybuchową mieszankę, czy wynikło to z akcji? Od dark future po baśń?

SU :  Jeżeli mówimy o tym, do jakiego gatunku przydzielić „Żałując za jutro”, to zostawmy to krytykom. Nie wiem nawet, czy byłbym w stanie podać poprawną definicję wymienionych przez Ciebie gatunków. Ja po prostu piszę to, co czuję - prozę Sebastiana Uznańskiego.

GL : Czym jest dla Ciebie fantastyka?

SU : Fantastyka dla mnie to gra z ludzką wyobraźnią. To subiektywne postrzeganie świata poprzez pryzmat osobistych emocji. Literatura realistyczna zakłada, że np. jeżeli tutaj stoi stół, to wygląda jak stół. Literatura fantastyczna jest moim zdaniem realniejsza psychologicznie, gdyż w niej świat i to, jak go postrzegamy, zależy od naszych przeżyć. Jeżeli np. jesteśmy głodni, to spostrzegamy wyraźniej szyldy restauracji, czujemy intensywniej zapachy. Fantastyka pozwala na zniekształcenie świata.

GL : Czyli fantastyka może pozwolić spojrzeć na świat prawdziwy, jakim naprawdę jest, a nie takim, jakim widzimy go na co dzień?

SU : Pytanie o prawdziwość świata to temat-rzeka. Natomiast jest w fantastyce prawda psychologiczna. Jeżeli spojrzymy na nasze sny, które odzwierciedlają nasze postrzeganie świata w warstwie nieświadomej, to zobaczymy że te postacie, które dostrzegamy za dnia, w świecie racjonalnym, w naszych snach objawiają się nieraz całkiem inaczej, nieraz robiące dziwne rzeczy, nieraz zniekształcone.

GL : W związku z tym kolejne pytanie : często masz takie sny, które potem opisujesz jako teksty?

SU : Rzadziej niżby się wydawało, ale zdarzyło się tak kilka razy. Fragment „Wczorajszego deszczu” to niemal dosłowny zapis snu – ten moment od biegu w zbożu po wsiadanie na barkę. Oczywiście musiałem to nieco sfabularyzować, aby zrobić z tego tekst zrozumiały dla wszystkich. Sny są zwykle treścią indywidualną, a zadaniem artysty jest stworzenie czegoś, co zrozumie każdy. 

GL : Co zazwyczaj czytujesz?

SU : Czytam mało, chyba mniej niż powinienem. Najczęściej fantastykę i powieści historyczne. Ostatnio Graves’a „Ja, Klaudiusz”, „Klaudiusz i Messalina”, ponadto „Egipcjanin Sinuhe” Waltariego oraz „Boży wojownicy” Sapkowskiego. No i uwielbiam sagę George’a Martina – „Pieśń lodu i ognia”. 

GL : Jak scharakteryzowałbyś sam siebie?

SU :  Pisarz, który zapisuje to, co podsunie mu wyobraźnia.

GL : A jako człowiek?

SU : Zwyczajny.

GL : Zwyczajny człowiek z dużą wyobraźnią?

SU : Ty to powiedziałeś (śmiech).

GL : Plany pisarskie na przyszłość?

SU : W najbliższym czasie pojawią się dwa opowiadania. Pierwsza zabłyśnie i zagrzmi już w listopadzie „Matka gromów” w wyborze „Tempus fugit” t.I Fabryki Słów. To moje dotychczas najdłuższe i być może również najlepsze opowiadanie, o próbach odnalezienia się w obcym świecie i cenie bohaterstwa. A skomplikowany świat utworu naszpikowany jest dworskimi intrygami i podstępami. Ci, którzy dobrze bawili się przy „Żalując za jutro” nie zawiodą się również na „Matce gromów”. Natomiast na wiosnę Maciej Parowski opublikuje „Lodowe Łzy”. Mroczna, urbanistyczna, scjentystyczna wizja przyszłości, w której człowiek osaczony przez wielkie korporacje próbuje odnaleźć to, co dla niego ważne. Melanż literatury socjologicznej i metafizycznej. Dekadencka wizja przedstawiającą ludzkość na skraju upadku.

GL : Dziękuję za wywiad.

SU : Dziękuję również.

Żałując za jutro

Autor: Sebastian Uznański
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Miejsce wydania: Wrocław
Wydanie polskie: 9/2006
Seria wydawnicza: Behemot
Liczba stron: 416
Format: 130x205 mm
Oprawa: miękka
ISBN: 83-7384-565-8
Wydanie: I
Cena z okładki: 28,40 zł


blog comments powered by Disqus