Wywiad z Anną Brzezińską

Autor: Katarzyna 'Kiriana' Suś
Korekta: Bool
12 grudnia 2009

Anna Brzezińska to jedna z najbardziej znanych i poczytnych współczesnych polskich autorek fantasy, wielokrotnie nagradzana i ceniona przez czytelników. Właśnie wydała kolejny tom przygód Twardokęska. Co ciekawe najbardziej krytycznym krytykiem Anny Brzezińskiej jest sama Anna Brzezińska. Nie wierzycie? Przeczytajcie sami wywiad przeprowadzony przez Katarzynę 'Kirianę' Suś.

KS: Aniu, od czasu wydania pierwszej książki z cyklu o Twardokęsku minęło trochę czasu, zmieniłaś się Ty, zmienili się czytelnicy, czy nie bałaś się wydać tego tomu?

AB: Jestem raczej z tych mniej strachliwych. Od wydania "Zbójeckiego gościńca" minęło dziesięć lat. Na pewno teraz, wiedząc więcej o pisaniu, nie podjęłabym równie lekko decyzji o pisaniu epopei i tworzeniu od podstaw tak skomplikowanego uniwersum. Nie spodziewałam się również, że na tak długo ugrzęznę w jednym świecie. Pisarze mają różnorodne strategie pisarskie, są tacy, którzy potrafią wyrzucać z siebie historie z szybkością karabinu maszynowego i lubią pisać kolejne części tego samego cyklu czy tej samej historii, są i tacy, którzy piszą wolniej i wolą płodozmian. Ja potrzebuję zmian, nowych pomysłów, nowych fabuł. Dlatego przez te dziesięć lat zrobiłam kilka innych rzeczy i - paradoksalnie - nie znudziłam się światem Twardokęska. Przy tak szeroko zakrojonej, wielowątkowej opowieści nie można sobie w pewnym momencie powiedzieć, że teraz wybijamy w przypadkowej potyczce połowę bohaterów, a akcja przyspiesza, bo na autorkę czeka już bardziej intratna propozycja. Pisanie ma swój rytm, a pierwszym i najbardziej czasochłonnym jego etapem jest myślenie. Naturalnie musiałam też bardzo dużo doczytać o rozmaitych dziedzinach, które mnie nigdy specjalnie nie interesowały, na przykład średniowieczna gospodarka leśna. Ale przede wszystkim musiałam bardzo szczegółowo wszystko sobie obmyślić.

Saga o zbóju Twardokęsku #1 - Plewy na wietrze (wyd. II)10 lat to szmat czasu, jak oceniasz swoją twórczość wtedy i teraz?

I wtedy, i teraz piszę najlepiej, jak potrafię. Reszta ocen należy do czytelników.

Jak oceniłabyś przemiany, jakie zaszły w polskiej fantastyce?

Jest znacznie więcej pisarzy i książek, a także znacznie więcej kanałów, którymi młody twórca może docierać do czytelników. Zmieniła się tematyka książek, znacznie rzadziej pojawiają się teksty podejmujące temat totalitaryzmów czy duchowości, dominuje proza przygodowa. Ale te zmiany nie zaskakują. Wydaje mi się, że ciekawe jest raczej to, co się nie zmieniło. Nadal niemal całkowicie nieprzepuszczalna jest kurtyna oddzielająca tzw. fantastykę od tzw. głównego nurtu (te definicje są mętne i często sprowadzają się po prostu do tego, kto gdzie wydaje - bardzo charakterystyczny jest przypadek Tomka Piątka). Nadal brakuje sensownej refleksji nad literaturą fantastyczną. Ale nie ma to specjalnego wpływu na sposób, w jaki myślę o pisaniu i piszę.

Czy Twoi bohaterowie również "dojrzeli"?

Saga o zbóju Twardokęsku #2 - Żmijowa harfa (wyd. II)Nie umiem Ci na to odpowiedzieć. Ciężko mi oceniać moich bohaterów, ale wydaje mi się, że nigdy nie pisałam dla ludzi bardzo młodych i nie opisywałam ludzi bardzo młodych. Główny bohater sagi, zbójca Twardokęsek, jest mężczyzną wchodzącym w smugę cienia. Od pierwszego tomu ma świadomość, że wszystkich szynek nie da się zeżreć, kupców wyrżnąć, a dziewek zerżnąć. Starzeje się. Nieustannie narzeka, tu go strzyka, a tam kłuje. Wykrada kamratom wspólny skarbczyk, żeby zapewnić sobie na starość dostatnie życie, ale jednocześnie nie potrafi się rozstać z tą bujną i szumną młodością, więc kiedy trafia się szansa, żeby jeszcze raz pohulać i powojować, ciężko mu się oprzeć pokusie i sam właściwie nie wie, czego chce bardziej. Mam więc wrażenie - ale może się mylę - że i dziesięć lat temu moi bohaterowie mieli konstrukcję psychologiczną nieco bardziej skomplikowaną od konstrukcji cepa, choćby i bojowego.

Jak udaje Ci się pogodzić rolę żony, matki, pisarki i wydawcy?

Cóż, to już nie Kansas. W XXI wieku większość z nas gra jednocześnie na wielu bębenkach.

Czy Twoje dojrzałe życie i przeżycia wpłynęły na najnowszą powieść?

Saga o zbóju Twardokęsku #3 - Letni deszcz. KielichZdemaskowałaś mnie. Dziesięć lat błąkania się na gościńcu, okradania kupców, batożenia chłopów, potyczek z siepaczami najeźdźców, palenia klasztorów i niewolenia mniszek - po prostu mam łajdactwo wypisane na obliczu. A mówiąc poważniej: pisarz zwykle przeżywa najciekawsze rzeczy w wyobraźni. Przyznam się po cichu, że sama należę do czytelników beznadziejnie niezainteresowanych życiem twórców, ciekawi mnie efekt, a nie z kim pijali rano w łóżku kawę czy o jakiej godzinie piszą. Oczywiście pisanie wymaga intelektualnej i emocjonalnej uczciwości, więc doświadczenia i zmieniająca się wrażliwość odbijają się jakoś w tekście, ale to nie jest proste przełożenie, że kiedy pisarka urodzi dzieci, to bohaterom również z nagła sypnie dziatwą. Może jeszcze bardziej odbijają się w tekście lektury, dyskusje, przemyślenia, ale nie wyciągałabym żadnych nazbyt osobistych wniosków z faktu, że ostatnio z wielką przyjemnością przeczytałam "Samobójczynie" Eugenidesa.

Czemu zdecydowałaś się na właśnie taką wizję kobiety?

Ale jaką? Czy pytasz o Szarkę, wojowniczkę, inspirowaną walkiriami? Czy o Lelkę, kapłankę, która w imię wyższego celu dokonuje strasznych rzeczy? Czy o Zarzyczkę, która desperacko usiłuje używać rozumu w swoich potyczkach ze światem i tak długo rozpatruje wszelkie konsekwencje, że nie może podjąć żadnej decyzji? Czy Złociszkę, smarkulę, córkę kupca, której się wydaje, że wszystko można kupić, ukraść albo zdobyć? Czy starą szlachciankę, która wysyła kolejno wnuków na wojnę i desperacko stara się ocalić swój ród? Czy może głupią, obłąkaną i dobroduszną wiedźmę, która czasami bezwiednie staje się narzędziem zniszczenia?
Saga o zbóju Twardokęsku #4 - Letni deszcz. SztyletZastanawiam się, czy istnieje jakaś ich wspólna cecha i właściwie nie potrafię jej znaleźć. W sadze pojawia się bardzo wiele kobiet, bardzo różnych. Ale nie mogę uczciwie powiedzieć nawet tego, że wszystkie kształtują zdarzenia. Niektóre są raczej ich podmiotem, jak żona podkomorzego czy Kalina, kochanka zbójcy, która przechodzi z rąk do rąk, aż wreszcie, nie mogąc dłużej znieść swojego losu, decyduje się na strategiczne trucicielstwo.

Dość krytycznie mówisz o swoich powieściach, dlaczego?

Bo w ogóle jestem dość krytyczna, a zapisany tekst jest zwykle tylko odbiciem tego zamierzonego i idealnego.

Bogowie w Twojej książce są niezwykle sugestywni, na czym się wzorowałaś?

Trochę na panteonie staronordyckim, trochę na bogach greckich, bo tak się składa, że te mitologie znam chyba najlepiej. Niektóre wątki są celtyckie.

Czy nie masz czasami ochoty rozwiązywać trudnych spraw tak jak Twoi bohaterowie?

Ogniem i mieczem, znaczy? A poważniej mówiąc, znów nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Doliczyłam się kilkudziesięciu istotnych postaci w sadze i wydaje mi się, że one nie są takie same.
Twardokęsek jest w głębi duszy tchórzem, nieustająco kalkuluje, jak wywinąć się od konfrontacji z silniejszym przeciwnikiem, raczej dziabnie od tyłu sztyletem niż uczciwie stawi czoło. Owszem, słabszego dorżnie ze sprawnością szakala, naurąga mu, upokorzy. Ale przed trudniejszą sprawą się cofnie, wyrzuty sumienia zaleje wódką. No i nie wydaje mi się, żeby był to dokładnie mój charakter...

Mnie osobiście najbardziej do gustu przypadła ta wiedźma z samiusieńkiego początku, którą poili tą dziwną wodą, a jaką Ty postać kobiecą cenisz najbardziej?

Nie myślę w ten sposób. Nie umiem nawet powiedzieć, która z nich jest najbardziej udana, najpełniejsza, najbardziej sugestywna. Na pewno łatwiej opisuje się postaci o psychice w miarę nowożytnej, na przykład Złociszkę, bo jej motywacje są dosyć współczesne, jest bezwzględna, zachłanna i pełna energii, chce wszystkiego, co może jej oferować świat i nie martwi się kosztami. Trudniej stworzyć wiarygodne postaci osadzone w świecie zupełnie innych wartości, np. mniszki, dla których główną motywacją jest wyrzeczenie i umartwienie, czy starą Zwajkę, która stoi na straży honoru rodu i posyła kolejnych synów i wnuków na śmierć. Ale to też jest fascynujące, bo pozwala dotknąć czegoś innego, wykroczyć poza codzienne doświadczenie.

Wody głębokie jak nieboTwoje bohaterki to niesamowita galeria osobowości, dopracowane w najdrobniejszym nawet szczególe. Dlaczego tworzysz je tak perfekcyjnie?

Na tym polega zabawa w pisanie. Tworzymy w miarę kompletne światy i osobowości, które opowiedzą czytelnikowi jakąś historię. Oczywiście istnieją pisarze, dla których bohaterowie są nośnikami pewnych cech czy idei, lecz w gruncie rzeczy pociąga ich coś innego, na przykład nadawanie kształtu literackiego jakimś teoriom czy fajerwerki pomysłów. Ten sposób myślenia nie jest mi bliski, pisząc, nie pracuję na modelach, staram się tworzyć osoby.

W Twojej sadze dość dużo jest naszej rodzimej staropolskości, czy trudno było tak wystylizować serię?

Nie, z wykształcenia jestem historykiem, zajmowałam się epoką staropolską i w trakcie studiów doktoranckich bawiliśmy się w podrabianie tekstów staropolskich. Mogłabym znacznie silniej wystylizować język, ale podrabianie w literaturze języka dawnych epok nie ma, moim zdaniem, sensu. Należy wybrać taki język, tak go zmodyfikować, żeby pozostawał zrozumiały dla współczesnego czytelnika, a jednocześnie coś mówił o epoce, do której się tekst odwołuje. I znalezienie tej równowagi pomiędzy swojskością i obcością, owszem, jest trudne.

Wielka wojna #1 - Za Króla, Ojczyznę i garść złotaW jaki sposób dobierasz do dialogów staropolskie zwroty? Szukasz odpowiedników współczesnych słów czy może "myślisz gwarą"?

Znam dużo staropolskich tekstów. Mam stosowne słowniki. Często podczas lektury robię notatki, a jeszcze podczas pracy naukowej nabrałam zwyczaju, żeby notatki dobrze opracowywać, czyli wpisuję je w bazy danych, bardzo porządnie zindeksowane. Jest to mniej wygodne niż wynotowywanie paru słów na świstkach papieru, bo trzeba wprowadzać słowa klucze, postaci, daty czy bloki tematyczne, ale za to potem baza danych robi za mnie pracę i wyrzuca odpowiednie cytaty - mam tak opisanych ponad półtora tysiąca fragmentów źródłowych w kilku językach i jak na humanistkę jestem mocno uporządkowaną i zdyscyplinowaną osobą. Komputer jest wyśmienitym narzędziem, jeśli się go nie myli z maszyną do pisania.
Aha, zanim siadłam do pisania końcówki sagi, przez parę tygodni po prostu czytałam sobie teksty z epoki, przypominałam ulubione poezje, pamiętniki, kroniki, nasiąkając językiem i sposobem myślenia. To pomaga, żeby chwycić właściwą frazę. Zwykle piszę obłożona z każdej strony słownikami, ale zaglądam do nich raczej podczas pierwszej redakcji.

Wężymord to najbardziej niejednoznaczna postać w sadze, dlaczego jest właśnie taki?

Wielka wojna #2 - Na ziemi niczyjejBo ludzie się zmieniają. Bo, podejmując decyzje, nie ogarniamy konsekwencji, zwłaszcza jeśli ktoś zaczyna grać w kości z diabłem. Bo zemsta popycha nas dalej, niżbyśmy chcieli.

Poruszasz problematykę winy i wybaczenia, aspekty tego typu moralności są u Ciebie bardzo jaskrawe, dlaczego?

Pisarz fantasy bardzo często wchodzi w epoki dawne, z ich specyficznym kodeksem honorowym i odmiennym od naszego pojmowaniem moralności. Takim narzucającym się wzorcem będzie etos arystokratyczny - czy to herosów antycznych, czy wojowników barbarzyńskich, czy wreszcie średniowiecznego rycerstwa. I oczywiście motyw zemsty tak silnej, że przesłania wszystko inne, pozostaje w nim jednym z najsilniej rozgrywanych wątków. Brunhilda doprowadza przecież w zemście do śmierci Sygurda, mimo że go kocha, a potem rzuca się na jego stos pogrzebowy, bo - że zacytuję Eddę - "jednego tylko kochałam, nie wielu, złotem zdobna walkiria zmienną nie jest". I to łatwo zapamiętać, ten gest i ten związek miłości i zemsty fascynuje przez stulecia i w nieskończoność odbija się w popkulturze. Ale są jeszcze inne rzeczy - wyprawa króla Priama, który idzie do namiotu Achillesa, żeby odzyskać zbezczeszczone zwłoki syna, i gest mordercy Hektora, który podnosi z ziemi starego władcę. I właśnie ten gest sięga aż do samego sedna różnicy pomiędzy kakoi i aristoi, bo kiedy przedstawiciel plebsu w cyklu trojańskim, Tersytes, naigrawa się z martwej królowej Amazonek i z Achillesa, zostaje natychmiast zabity. Nasza przeszłość jest czymś więcej niż bezmyślnym szlachtunkiem, zwłaszcza jeśli widzimy ją przez pryzmat kultury arystokratycznej (którą w krzywym zwierciadle przedstawi nam literatura plebejska) i warto o tym pamiętać. A potem przydarza się chrześcijaństwo. O tym pamiętać również warto.

Bardzo dziękuję Ci za poświęcony czas i życzę dalszych sukcesów wydawniczych.

Saga o zbóju Twardokęsku #4 - Letni deszcz. Sztylet

Autor: Anna Brzezińska
Okładka: Dagmara Matuszak
Wydawnictwo: Runa
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 10/2009
Liczba stron: 608
Format: 125x185 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-89595-57-7
Wydanie: I
Cena z okładki: 34,50 zł


blog comments powered by Disqus