Wywiad z Anną Sokalską

Autor: Kalina Śmigielska
30 października 2011

Z Anną Sokalską, autorką zbioru opowiadań "Melodia końca świata" oraz powieści "Kryształowe sny" i "Potomstwo Księżyca", rozmawia Kalina Śmigielska

Większość osób pisząc o pani twórczości zwraca przede wszystkim uwagę na pani młody wiek, w końcu debiutowała pani mając zaledwie 19 lat. Domyślam się jednak, że nie były to pierwsze próby pisarskie?

Pierwsze zabawy z pisaniem rozpoczęły się pod koniec podstawówki, około piątej klasy – razem z koleżankami tworzyłyśmy wspólnie różne historie. Z czasem zaczęłam wymyślać własne opowiadanie, które wielokrotnie przepisywałam, poprawiałam i zmieniałam. Po kilku latach wykrystalizowało się z niego „Pudełko ze śrubkami” znajdujące się w „Melodii końca świata”. Dopiero kiedy je skończyłam (zasadniczo latem 2007, potem wprowadzałam już tylko kosmetyczne poprawki) zaczęły powstawać kolejne opowiadania; oczywiście w międzyczasie jeszcze pisywałam z koleżankami, ale już coraz rzadziej. „Stuk, stuk” z „Melodii...” powstało zimą 2007/08, a reszta opowiadań z tego zbioru przed końcem roku 2008. Nie mam chyba jeszcze dostatecznej perspektywy, żeby ocenić, na ile mój wiek miał wpływ na treść i formę pierwszej książki. Z pewnością tematyka ma związek z okresem dojrzewania, dylematami związanymi z poszukiwaniem własnej tożsamości i odnajdywania się w społeczeństwie, problemami odmienności psychicznej i fizycznej, wpływie jednostki na los własny i innych. Mimo to starałam się pisać w taki sposób, żeby nawet starszy czytelnik nie uznał zawartych w „Melodii...” treści jako naiwne – nawet jeśli fabuła niektórych opowiadań (np. „Pudełka ze śrubkami”) wydaje się przeznaczona raczej dla młodych ludzi, to sądzę, że ogólny przekaz jest dość uniwersalny.

Czy zdarza się pani, że czytelnicy kontaktują się z panią, przesyłając np. swoje opinie na temat twórczości?

Jeszcze nie miałam tej przyjemności.

Czytałam, że obecnie mieszka Pani we Wrocławiu? Czym zajmuje się pani na co dzień?

Mieszkam we Wrocławiu od urodzenia, tutaj chodziłam do szkół i tutaj studiuję. Obecnie jestem na trzecim roku prawa na Uniwersytecie Wrocławskim, poza tym staram się rozwijać w kilku różnych kierunkach (pisarstwo, rysunek, sport, języki obce, muzyka...). Gdzieś z tyłu głowy mam pomysł na czwartą książkę, ale chcę dać sobie trochę czasu – poznać głębiej kilka dziedzin, z którymi miałaby się wiązać (filozofia, sztuka, biologia), spokojnie wszystko przemyśleć (również co do formy zapisu) i wtedy zdecydować, czy ją napiszę. Nie byłaby zbyt długa, sądząc po moich notatkach myślę, że miałaby około 150 stron. Nie wiąże jednak swojej przyszłości tylko i wyłącznie z pisarstwem – wręcz przeciwnie – ale, póki co, nie chciałabym rzucać słów na wiatr.

Proszę powiedzieć o tych planach coś więcej. Czy następna powieść także ma należeć do gatunku fantasy?

Skoro miałabym to klasyfikować, to raczej użyłabym plakietki science-fiction, ale aby być szczerą – choć może to zniechęcić część potencjalnych czytelników – przyznam, że przede wszystkim mam w zamyśle skoncentrowanie się na wątkach, nazwijmy to, filozoficznych. Mówiąc bardziej precyzyjnie: świat, w którym miałaby się rozgrywać akcja, nie będzie zbyt szczegółowo opisany, ustępując pola scenom w kameralnych pomieszczeniach. Ilość bohaterów zdecydowanie niewielka, a fabuła głównie skoncentrowana na rozwoju dramatu, który ich dotknie – a więc chyba z jednej strony powrót do klimatu „Melodii końca świata”, a z drugiej silniejsze wyeksponowanie struktury klasycznej tragedii (do czego zmierzałam poniekąd w „Kryształowych snach” i w „Potomstwie Księżyca”). Biorąc jednak pod uwagę ilość opracowań, które chcę przed ewentualnym napisaniem książki przestudiować, wszystko jeszcze może się zmienić. Na pewno postaram się wprowadzić dalsze zmiany w formie zapisu – mam już kilka pomysłów, ale da się je zweryfikować dopiero w praktyce i, nie wiadomo, być może dojdę do wniosku, że jednak nie są najlepsze i z nich zrezygnuję. Bardzo ciężko jest mi w tej chwili deklarować coś na pewno – proces przygotowywania się do napisania książki jest, raz – pracochłonny, a dwa – dość dynamiczny. Póki co, nie mam na tyle czasu, by móc dokładnie analizować swoje własne pomysły, więc tylko robię pobieżne notatki, a kiedy nadejdzie odpowiedni czas, usiądę do właściwej, solidnej pracy.

Czy wykładowcy i studenci wiedzą o pani sukcesach na polu literackim? Jeżeli tak, to jak na nie reagują?

Wykładowcy nie wiedzą, studenci tylko niektórzy. Początkowo oczywiście myślałam o przeprowadzeniu jakiejś większej promocji na uniwersyteckim polu, ale nie chciałabym, żeby zostało to niewłaściwie zrozumiane. Jeśli moje książki są dobre, to zyskają uznanie innymi drogami i prędzej czy później studenci, wykładowcy, dowiedzą się o nich. Natomiast rozwieszanie plakatów ze swoim nazwiskiem na korytarzach, którymi chodzę na zajęcia – hmm, nie, nie sadzę... Co do drugiej części pytania – jeśli już ktoś się dowiaduje o tym, że piszę, to reakcja oczywiście zależy od osoby. Niektórzy pytają o więcej szczegółów, inni zadają tylko „podstawowe” pytania, typu „a o czym?...”. W obecnej sytuacji, z ilością nowo wydawanych książek i tak dalej, napisanie powieści nie jest już chyba dla nikogo zaskoczeniem.

Debiutancka „Melodia świata” była zbiorem opowiadań, w „Kryształowych snach” pojawiają się zarówno opowiadania, jak i powieść, „Potomstwo księżyca” to już tylko powieść. Czy oznacza to, że całkowicie odeszła już pani od formy opowiadania?

To, czy piszę opowiadanie, czy powieść, jest wtórne wobec „problemu”, który chcę poruszyć. W „Melodii końca świata” tematami przewodnimi są indywidualizm i spór determinizmu z indeterminizmem – są to kwestie bardzo szerokie i chciałam je pokazać z kilku perspektyw, również abstrakcyjnych. Chodziło mi nie tyle o to, żeby ująć temat całościowo, ale żeby wskazać właśnie na sam fakt rozciągłości tych problemów, ich różnorodność, fizyczność i metafizyczność. Krótkie, nieco przerysowane opowiadania nadają się do tego najlepiej, choć zarazem uniemożliwiają bardziej precyzyjną analizę – tutaj zdecydowanie lepsze są powieści i chcąc poruszyć pewne sprawy dogłębniej, w naturalny sposób musiałam stworzyć dłuższe i bardziej skomplikowane fabuły.

Forma obu powieści przypomina swoją budową dramat, skąd wziął się taki pomysł?

Chciałam, żeby wydarzenia obu powieści były przedstawione w jak najbardziej obiektywny i w miarę możliwości precyzyjny sposób; żeby czytanie było zbliżone do oglądania filmu czy czytania komiksu, a prawie cała ocena bohaterów i ich decyzji opierała się tylko na behawioryzmie – w przeciwieństwie do „Stuk, stuk” i „Pudełka ze śrubkami” z „Melodii końca świata”. Poza tym sądzę, że taka forma zapisu, jak już się do niej przyzwyczai, jest bardziej intuicyjna i szybsza do przyswojenia; akcja dzieje się tu i teraz, czytelnik stoi obok postaci, a nie tylko słucha opowieści narratora snującego swoje wspomnienia. Oczywiście brak psychologizowania osłabia nieco wymowę książki – czytelnik musi sam zinterpretować charaktery postaci, zastanowić się nad wpływem ich przeszłości na podejmowane decyzje, przez co ogólna ocena zależy od jego zaangażowania w lekturę. Czytając „Kryształowe sny” i „Potomstwo Księżyca” bardzo pobieżnie można podsumować je jako kolejne powieści fantasy; jeśli jednak poświeci się nieco więcej uwagi szczegółom, wnioski zaczną się zmieniać. Osoby ciekawe mojej odautorskiej interpretacji zapraszam na stronę www.annasokalska.com, gdzie można znaleźć napisane przeze mnie krótkie analizy postaci i zdarzeń ze wszystkich trzech książek.

Czy planuje pani kolejne kontynuację historii Rena oraz innych bohaterów?

Otwarte zakończenie „Potomstwa Księżyca” sugeruje ciąg dalszy, jednak jestem właściwie pewna, że kontynuacja nie powstanie. Wprawdzie wiem już, co wydarzyło się dalej, rok czy nawet dziesięć lat później – dokąd poszła Aynari, co zrobił Ren i Kayge, jak potoczyły się losy Królestw (również tych „zza wody”). Sądzę, że gdybym usiadła i się zastanowiła, mogłabym ciągnąć tę historię przez jeszcze wiele lat – opisany świat jest wystarczająco skomplikowany, by zachodzące w nim wydarzenia w pewien naturalny sposób rodziły swoje konsekwencje. Jednak byłoby to już tylko tworzenie dalszej opowieści bez idei w tle, czysta fantazja dla fantazji. Tego bym nie chciała. To właśnie ten urwany, niepewny koniec, wywołujący być może pewien niedosyt, jest tym, co podoba mi się najbardziej – póki co jesteśmy tutaj, w tym miejscu, ale ta chwila zaraz minie, a przed nami rozciąga się tylko wielka, nieznana nicość.

Mówi się, że każdy pisarz wzoruje się na ważnym dla niego autorze. Kto wywarł na pani największe wrażenie pod względem literackim?

Pewnie powinnam się wstydzić, ale bardzo mało czytam – mam na myśli literaturę piękną. Podobały mi się książki Murakamiego (pierwsze; z czasem zaczęłam się rozczarowywać, bo nie dostrzegam u niego ewolucji, a lubię zmienność i różnorodność). Poza tym, czytając szkolne lektury, zainteresowałam się Dostojewskim – z jednej strony czytam jego książki z zaciekawieniem, ale z drugiej nie jestem pewna, czy nazwałabym go wybitnym (to oczywiście moje subiektywne odczucie). Pomijając już zalety samego stylu, jego fabuły i postaci są świetnie dopracowane, ale czegoś mi jednak brakuje. Chyba nie znalazłam jeszcze „swojej” książki fabularnej, która poruszyłaby mnie w pełni, po której mogłabym pomyśleć, że coś we mnie uległo zmianie. Lubię za to książki popularno-naukowe – niezależnie, czy traktują o psychologii, biologii, filozofii, kosmosie, sztuce, itd. Oprócz tego często oglądam filmy i czytam komiksy, niektóre bardziej ambitne, a niektóre czysto rozrywkowe; również niejedna piosenka potrafi stanowić świetną opowieść. Książki to nie wszystko.

Potomstwo Księżyca

Autor: Anna Sokalska
Wydawnictwo: Atut
Wydanie polskie: 8/2011
Liczba stron: 354
Format: 115x180 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 9788374327497
Wydanie: I
Cena z okładki: 32 zł


blog comments powered by Disqus