Wywiad z Kazimierzem Kyrczem i Robertem Cichowlasem w związku z wydaniem ich książki "Twarze szatana"

Autor: Daniel Podolak
Korekta: Bool
20 czerwca 2009

Twarze SzatanaPodolak: Wasza najnowsza książka nosi tytuł „Twarze szatana”. Uchylcie rąbka tajemnicy i opowiedzcie, na co może przygotować się czytelnik.

Kyrcz: Na plejadę stworów z piekła rodem, tony świeżych flaków i oceany krwi… Wszystko to doprawione cykutą i okadzone oparami opium. A tak serio – staraliśmy się, by opowiadania, które trafiły do tego zbioru, były na tyle różnorodne, by każdy mógł znaleźć wśród nich coś dla siebie. Bez fałszywej skromności mogę stwierdzić, że ten cel osiągnęliśmy w stu procentach. Co ważne, dzięki życzliwości naszego Wydawcy, nie musieliśmy przejmować się skalpelem cenzury czy pisać na zamówienie o czymś, co nas nie interesuje.

Cichowlas: Od siebie dodam, że książka zawiera dwadzieścia dwa opowiadania, a więc sporo jak na klasyczną antologię. Robiliśmy jednak wszystko, aby czytelnik nie poczuł zmęczenia, a z zadowoleniem przekładał kartki. Niektóre teksty są krótkimi kilkustronicowymi szortami, inne ze względu na objętość można by określić mianem nowel. Tematyka, jak wspomniał Kazek, bardzo zróżnicowana. Lubujący się w posoce znajdą ją, ci bardziej nastawieni na horror psychologiczny również nie powinni narzekać.

Podolak: To wasza pierwsza wspólnie napisana książka. Planujecie razem w tym kierunku coś jeszcze?

Kyrcz: Oczywiście! Gdyby chodziło o kogoś innego, możliwe, że musiałbym zastanawiać się nad odpowiedzią. Jednak w przypadku Roberta nie mam wątpliwości. Pisaliśmy, piszemy i będziemy pisać wspólnie!

Cichowlas: Otóż to. Jesteśmy w stałym kontakcie, wciąż gadamy o nowych pomysłach i mamy z tego niezłą radochę. I nie najgorsze tempo pisania, co dobrze wróży :)

Podolak: Kto wyszedł z inicjatywą napisania tego zbiorku?

Kyrcz: Spirytus, hehe, movens był w tym przypadku Robert. Ja początkowo nieco się wzbraniałem…

Cichowlas: Chciał podbić stawkę.

Kyrcz: Wcale nie, po prostu nie byłem pewien, czy wyrobię się z czasem, a nie chciałem być hamulcowym, który opóźnia wydanie kolejnej książki Roberta. Na szczęście Robert przekonał mnie, że dam radę.

Cichowlas: No i dałeś.

Podolak: Obaj już zadomowiliście się na horrorowym poletku. Pisaliście do wielu antologii tematycznych, publikowaliście w Internecie, wydaliście zbiorki pisane w duecie, planujecie również powieść. Nie myśleliście może o filmie? Nasza kinematografia grozy woła już od lat o pomoc.

Kyrcz: Myślę, że nadejdzie jeszcze ta wiekopomna chwila, w której nasza branża filmowa otrząśnie się z marazmu i wyda na światło dzienne coś naprawdę wartościowego. Mamy całkiem bogate zaplecze literackie, mnóstwo utworów, które nadawałyby się na filmową adaptację czy pisarzy zdolnych poradzić sobie ze stworzeniem sensownego scenariusza. Pozostaje kwestia zdolnego reżysera, no i znalezienia sponsora gotowego wyłożyć na takie przedsięwzięcie większą gotówkę.

Podolak: Wasze style mogą się wydać zupełnie różne od siebie. Ty, Kazku, w swych tekstach stawiasz na horror psychologiczny z domieszką mocnego absurdu, zaś ty, Robercie, zdajesz się trzymać bardziej klasycznych, iście Kingowskich motywów. Nie było między wami nieporozumień z powodu twórczych różnic?

Cichowlas: Nie, żadnych. Ciekawe, że piszących w duetach zawsze się pyta o sprzeczki… Grunt to tak się dobrać, aby obie strony miały równe szanse na wyrażenie opinii i przedstawienie pomysłu. Z Kazkiem to się sprawdza w stu procentach. On jest autorem bardziej doświadczonym ode mnie. Gdybyś mi kilka lat temu powiedział, że będę pisać z Kyrczem, kazałbym Ci zwiększyć dawkę leków albo poszukać innego psychiatry. Tymczasem piszemy razem i świetnie się dogadujemy, pomimo tego, że nasze style różnią się dość wyraźnie. Wiemy, co to kompromis, wiemy, jak przekonywać się nawzajem w kwestiach spornych…

Kyrcz: I wcale nie musimy do tego używać kastetów czy kijów bejsbolowych. Zresztą, w „Twarzach szatana” znalazło się aż sześć opowiadań, które napisaliśmy razem. Czyli, jak widać, nie jest to wypadek przy pracy, tylko stała tendencja, coś, co przychodzi nam bez bólu. Fakt, że obaj na ogół poruszamy się w różnych stylistykach, nie był dla nas przeszkodą. Wręcz na odwrót – myślę, że uzupełnialiśmy się, zaszczepialiśmy sobie nawzajem różne wizje i emocje. Z korzyścią dla tekstów, rzecz jasna.

Podolak: Czy wyznajecie zasadę, w której artysta powinien przestrzegać pewnych granic, czy też staracie się je przekraczać na wszelkie sposoby?

Kyrcz: Raczej to drugie. Choć bez przesadyzmów.

Cichowlas: Zależy, o jakich granicach mówimy. Kilka lat temu miałem ochotę napisać opowiadanie, które opierałoby się tylko i wyłącznie na krwawych scenach. Takie puste gore. Chciałem sprawdzić czy potrafię nawijać dłużej niż przez dwie strony o mięchu, flakach i innych kaszankach w przewodzie pokarmowym. Coś tam napisałem, ale raczej nie miałem ochoty pokazywać tego nikomu. A więc pewne granice, na przykład dobrego smaku, trzeba respektować :)

Podolak: Opowiadanie „Świata”, twego autorstwa, Kazku, otwiera zbiorek „Twarz szatana”. Jest krótkie, lecz bardzo chwytliwe i nastrojowe. Czy to twoja recepta na dobry tekst?

Kyrcz: Cieszę się słysząc, że tak wiele osób pozytywnie reaguje na tę miniaturkę. Myślę, że udało mi się zawrzeć w niej pewien stan umysłu, jaki pojawia się podczas podróżowania środkami komunikacji miejskiej. Jest to taki dziwny miks otępienia, zaciekawienia otaczającymi mnie ludźmi, a zarazem niepokoju wywołanego tym, że są tak blisko... A co do recepty, hm, staram się wciąż ją doskonalić, w czym zresztą ostatnio bardzo pomaga mi Robert. W twórczości nie zawsze dwa dodać dwa daje cztery, tak więc warto pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa. Kontrolowanego, oczywiście (śmiech).

Podolak: Czy zawarte w tomie „Twarze Szatana” opowiadania będą nas kusić w sposób iście Faustowski?

Cichowlas: No, nie wiem, na ile takie porównanie będzie uzasadnione. Staraliśmy się jednak, by miały swój urok, niezależnie od tego, czy były utrzymane w stricte poważnej konwencji, czy w łagodniejszych, wręcz humorystycznych klimatach.

Podolak: „Ferma Strachu” ma w sobie wiele z ducha filmów G. A. Romero. Skąd pomysł na to opowiadanie?

Kyrcz: Cóż, ten akurat tekst zaczął się od mojego wnerwienia pewnymi rodzinnymi historiami, na które wolę zrzucić zasłonę milczenia, do których doszły z kolei doświadczenia związane z mieszkaniem wśród stosunkowo nielicznej i specyficznej społeczności podkrakowskiego osiedla Skotniki. Jednak całkiem słusznie przywołałeś tu nazwisko Romero i jego wizję żywych trupów – prawda jest bowiem taka, że często mam wrażenie, że przebywam wśród tego typu istot. Bywa to przerażające.

Podolak: Jakie książki byście polecili czytelnikowi niewyrobionemu w sferze horroru?

Cichowlas: Są różne gusta. Zależy, co kto lubi. Ja zacząłem od Mastertona i już z nim zostałem, choć uwielbiam też Herberta, lubię Knighta, Koontza...

Kyrcz: Oczywiście dobre, choć może nie najlepsze, bo kiedy najpierw trafi się na genialności, potem ciężko docenić solidne, ale jednak rzemiosło. Poza wymienionymi przez Roberta autorami na pewno warto sięgnąć po Koję czy Strauba.

Podolak: Jakie plany na przyszłość?

Kyrcz: Nobel z dziedziny literatury to raz. Wycieczka na Księżyc dwa. Przeżycie końca świata w 2012 roku trzy. To chyba nie za wiele?

Cichowlas: Ja to bym chciał jeszcze rzucić palenie. Poza tym liczę na to samo, co Kazek :)

Twarze Szatana

Autor: Robert Cichowlas, Kazimierz Kyrcz Jr
Wydawnictwo: Grasshopper
Miejsce wydania: Lublin
Wydanie polskie: 6/2009
Seria wydawnicza: Mroczny Świat
Liczba stron: 464
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
ISBN-13: 9788361725060
Wydanie: I
Cena z okładki: 32 zł


blog comments powered by Disqus