Wywiad z Magdą Parus

Autor: Katarzyna 'Kiriana' Suś
12 marca 2010

Magda ParusMagda Parus zaistniała na naszym rynku wydawniczym cyklem „Wilcze dziedzictwo”. Dzięki lekkiemu pióru, przemyślnie skonstruowanej fabule oraz nieszablonowemu przedstawieniu Wilkołaków zaskarbiła sobie sympatię czytelników.
Z autorką rozmawia Katarzyna 'Kiriana' Suś.


KS: Skąd pomysł na cykl o wilkołakach?

MP: Sam pomysł jest dość stary, to historia, którą zaczęłam budować jeszcze w liceum, zirytowana pewnym głupim (czyli prezentującym wilkołaka jako bezrozumną bestię) filmem. Wilkołak świadomy swej drugiej natury wydał mi się wówczas znacznie ciekawszy i nie rozumiałam, dlaczego filmowcy tak się upierają przy bestiach, które rozszarpują pół miasteczka, żeby w końcu efektownie polec od srebrnej kuli – przy czym ogół społeczeństwa dziwnym trafem nie przyjmuje do wiadomości, że jatki nie dokonał wściekły pies. Postanowiłam naprawić to karygodne niedopatrzenie i wymyśliłam sobie dwie historie o wilkołaku panującym nad przemianą: Colinie spieszącym na ratunek siostrze i Colinie spotykającym Tin. Były to wówczas opowiastki króciutkie i niekoniecznie sensowne, bo od tworów na własny użytek nie wymagam, żeby w każdym punkcie trzymały się kupy. Ponieważ nie bardzo widziałam je połączone w jednej książce, od razu myślałam o dwóch luźno powiązanych pozycjach – luźno, bo sądziłam, że sprawę siostry zamknę w jednej książce, a opowieść o Tin będzie rozgrywać się dużo później i niejako bez wielkiego związku z wydarzeniami w pewnym miasteczku w Górach Skalistych. Kiedy jednak zaczęłam zadawać sobie pytania w rodzaju: jaki wilkołak i dlaczego zabił człowieka w pobliżu tegoż miasteczka, jaki to może mieć związek z rodzeństwem Colina oraz kto i dlaczego zamordował wcześniej ich rodziców, okazało się, że będę potrzebować trzeciego tomu, żeby wyjaśnić w nim wszystkie zagadki, natomiast tom drugi, z historią Colina i Tin, będzie doskonałym pomostem między nimi.

Czy interesujesz się mitologią oraz czy włączasz ją do swoich powieści?

Nie mogę powiedzieć, żebym się interesowała tak prywatnie. Nie wykluczam szukania inspiracji w mitach, zawsze jednak jest to z mojej strony zainteresowanie czysto zawodowe. Natomiast jeśli stwierdzam, że na potrzeby książki muszę poszerzyć swoją wiedzę na jakikolwiek temat, oczywiście trochę doczytuję. Ile z tego znajdzie się ostatecznie w książce, to inna sprawa. Na przykład na potrzeby „Wilczego dziedzictwa” zgłębiłam nieco mitologię skandynawską, ale w książkach cyklu nawiązań do niej pojawia się niewiele.

Cienie przeszłości Dlaczego ukazałaś Wilkołaki w taki właśnie, dość zorganizowany sposób?

Jako odbiorca lubię historie, które są w stanie mnie przekonać, że różne niezwykłe istoty istnieją naprawdę, tylko do tej pory udawało im się skutecznie ukrywać przed ludźmi. Pisząc o wilkołakach, starałam się przedstawić je tak, by dało się uwierzyć, że są tuż obok, a jedynie nie umiemy – nie chcemy? – ich zobaczyć. Miałam potencjalnie do wyboru kilka rozwiązań. Mogłam na przykład założyć, że wilkołaki są bardzo nieliczne, że to zaledwie kilka rozsianych po świecie osobników. Tutaj jednak pojawiły się potrzeby akcji książki – chciałam mieć jednak w „Wilczym dziedzictwie” trochę więcej wilkołaków niż tylko Colina i jego siostrę. A skoro zakładam, że wilkołaki są liczne, muszę wziąć pod uwagę, że zdarzają się wśród nich czarne owce, że czasem któremuś może po prostu przydarzyć się wpadka – i potrzebuję służb, które nad tym zapanują. Oczywiście, tu także można pójść różnymi drogami, choćby przyjąć, że wilkołaki żyją niezależnie, w grupach rodzinnych, a tylko jakiś niewielki zespół pilnuje, żeby istnienie gatunku zostało utrzymane w tajemnicy. Mnie jednak wydała się bardziej wiarygodna – a ze względu na potrzeby akcji również bardziej mi odpowiadała – rozbudowana organizacja, z którą Colin ma drobne i nieco większe zatargi.

Rozumiem zatem, że nie zgadzasz się z wizją wilkołaka jako istoty służalczej i podporządkowanej lub też uzależnionej od pełni?

Służalczej – w jakim sensie? Podległej wampirowi? Moje wilkołaki nie wierzą w istnienie wampirów – nigdy żadnego nie spotkały, a w każdym razie nie przetrwały wzmianki o takim zdarzeniu, tak więc problem ewentualnej uległości wobec nich niespecjalnie je zaprząta.
Natomiast co do pełni księżyca, nie jest przecież tak, że wszystkie wilkołaki w „Wilczym dziedzictwie” są od niej niezależne. Nawet dla Colina pełnia ma znaczenie – staje się rozkojarzony i sfrustrowany, jeśli nie może sobie wtedy swobodnie pobiegać. Główni bohaterowie to akurat bardzo silne alfy, mogą się więc przemieniać do woli, o każdej porze dnia i nocy, bez względu na fazę księżyca, jednakże społeczność wilkołaków jest pod tym względem bardzo zróżnicowana. Owszem, świadomym udało się zapanować nad powstrzymywaniem przemiany, ale ci najsłabsi muszą się w tym celu uciekać do różnych wspomagaczy; gdyby tych ostatnich zabrakło, staliby się uzależnieni od pełni – wymusiłaby na nich przemianę, choć zachowaliby pełną kontrolę nad swoimi poczynaniami. A nieświadomi nie tylko są od pełni zależni, ale nawet nie zdają sobie sprawy z istnienia tej zależności, tyle że – w odróżnieniu od typowych przedstawianych w horrorach wilkołaków – w wilczej postaci raczej puszczą się w pogoń za zającem, zamiast przemierzać las w poszukiwaniu zapuszkowanych w samochodzie randkowiczów.

Przeznaczona Wilkołaki to częsty temat tak powieści, jak i filmów. Nie boisz się porównań do innych autorów lub też negowania Twojej historii?

Niby są popularnym motywem, ale jeśli się zastanowić, ile – w czasie gdy ukazywał się pierwszy tom „Wilczego dziedzictwa”, „Cienie przeszłości” – było na rynku książek z wilkołakami w roli głównej, gdzie nie przedstawiano ich jako bezrozumne bestie? Jeśli ukazywano wilkołaka jako istotę świadomą swej drugiej natury, występował przeważnie w roli drugoplanowej. Dopiero ostatnio widać wysyp wilkołaczych pozycji z zagranicy. Porównań nigdy się nie uniknie. Na pewno bardziej kuszą, kiedy temat jest popularny, ale także gdy pisze się o czymś na pozór zupełnie nowym, przy tej liczbie różnych utworów na rynku przeważnie da się znaleźć jakiś wspólny mianownik. Szczerze mówiąc, w tej drugiej sytuacji można się znacznie bardziej rozczarować: autor sądzi, że czymś zaskoczył, a wkrótce dowiaduje się od usłużnych recenzentów, że inny twórca uprzedził go o kilka lat. Jednej osobie moja wizja wilkołaków spodoba się bardziej, innej mniej niż te pozostałe, i nie widzę tu powodu do obaw. Z kolei co do negowania, no hm, to mógłby zrobić chyba tylko wilkołak. A ponieważ tak długo udało im się przetrwać w ukryciu, wcale nie byłoby takie oczywiste, czy aby nie zarzuca mi głośno, że rozminęłam się z prawdą, jedynie dlatego, że stara się tę prawdę ukryć.

Wilkołaki postrzegano raczej jako domenę męską, rzadko mówi się o kobietach wilkołakach jak Twoim zdaniem wygląda i zachowuje się idealna kobieta wilkołak? Czy tak jak piszesz w książce "(...) ty prymitywna siła, i ona, rozum który tą siłą kieruje"?

Przede wszystkim nie do końca się zgodzę, że kobiety-wilkołaki są tak rzadkie. Od razu nasuwa mi się choćby Pratchettowska Angua, której uśmiech potrafi zdziałać cuda. A jeśli na przykład spojrzeć na filmografię zamieszczoną na stronie „Wilczego dziedzictwa”, to z 22 wymienionych tam filmów co najmniej w 13 występują wilkołaki płci żeńskiej, niekiedy tylko jako tło, ale całkiem często to im przypada główna rola.
Z ideałem wilkołaka jest natomiast zapewne podobnie jak z ideałem mężczyzny/kobiety – każdy ma własną wizję, a jeśli potem rzeczywistość choć w połowie spełni te wyobrażenia, należy to uznać za doskonały wynik. Dla mnie ideałem wilkołaka-mężczyzny na pewno nie jest Colin; zdecydowanie bliżej do niego Caramelowi, który pozostaje w pełni niezależny zarówno od własnej natury, jak i wilkołaczej społeczności, choć zarazem czuje się jej członkiem i dba o jej interesy. Z kolei Tin ma zbyt wiele zahamowań związanych z jej drugą naturą, żebym mogła uznać ją za mój ideał kobiety-wilkołaka. W całym cyklu pojawia się kilka innych postaci kobiecych, przeważnie silnych, nawet dominujących nad mężczyznami ze swego otoczenia, jak choćby Oriana i Renata z „Ukrytych celów” czy matka Tin z powiązanych z cyklem „Bestii” w „Księdze strachu 2”. Chociaż najbliższa ideałowi kobiety-wilkołaka jest dla mnie chyba Rose ze straży, mimo jej beznadziejnego zauroczenia Colinem.

Ukryte cele Jeżeli chodzi o wątek miłosny, czy wierzysz w taką właśnie przeznaczoną miłość?

Colin i Tin z ich przeczuciami są dość szczególni także wśród wilkołaków, można więc powiedzieć, że w ich przypadku przeznaczenie nieco bardziej przyłożyło się do swojej roboty. Pojawia się też w cyklu motyw nieśmiertelnej wilczej miłości – Colin uważa, że wilkołak zakochuje się wyłącznie z wzajemnością i na całe życie. Trochę tu idealizuje, jako że on generalnie ma tendencję do popadania w skrajności, niemniej wśród wilkołaków często, zdecydowanie częściej niż wśród ludzi, zdarza się miłość na całe życie. Powiedziałabym jednak, że to nie tyle kwestia działania wyższych sił, ile nieco odmiennego odczuwania u wilkołaków. Sam moment zakochania się nie musi się zatem różnić od tego ludzkiego, ale po prostu uczucie, kiedy już zaistnieje, okazuje się bardziej trwałe. No, a w przypadku ludzi, jasne, wierzę, że zdarza się miłość od pierwszego wejrzenia i uczucie trwające całe życie, a także, że czasem przyszłą parę pchają ku sobie dziwaczne zrządzenia losu, nie sądzę jednak, żeby było wielu takich, którzy – jak Colin i Tin – poznawszy pociągającą ich osobę, pasującą do nich pod każdym względem, potrafiliby z pełnym przekonaniem stwierdzić, że to jeszcze nie jest ten właściwy moment na miłość, bo prawdziwa wybranka/wybranek ciągle gdzieś tam na nich czeka.

Dlaczego zdecydowałaś się właśnie na pisanie fantastyki, która poniekąd jest działem wyjątkowo trudnym?

Piszę fantastykę mocno osadzoną we współczesnych realiach, w ocenach recenzentów stanowiącą właściwie mieszaninę gatunków, w tym powieści obyczajowej czy sensacyjnej. Nie wydaje mi się to trudniejsze od napisania na przykład powieści obyczajowej opowiadającej o środowisku zupełnie mi nieznanym – takiej, której bohaterem byłaby stewardessa, narkoman, strażnik więzienny. Mimo całego wysiłku włożonego w zgłębienie danego tematu nadal byłby to dla mnie obcy świat i przy pisaniu zapewne nie uniknęłabym przekłamań, a w każdym razie ciągle bym się stresowała, czy na przykład za bardzo nie ulegam stereotypom. W przypadku wilkołaków to ja tworzę ich świat, ja ustalam rządzące nim zasady i jedynie prawdziwy wilkołak mógłby mi wytknąć, że rozminęłam się z prawdą – a, jak już mówiłam, i tak nie byłoby wiadomo, czy nie zrobił tego jedynie po to, żeby chronić swoją społeczność. Wszystko zależy zatem od doboru tematu. Pisząc o wilkołakach, świetnie się bawiłam. W powieści obyczajowej również próbowałam sił i stwierdzam, że jest to dla mnie bardziej wyczerpujące psychicznie, wręcz dołujące doświadczenie. Nie znaczy to, że zamierzam pisać wyłącznie fantastykę, ale na pewno sprawia mi ona więcej przyjemności.

Jak się czujesz, widząc swoją książkę na półkach?

W czasach, kiedy jeszcze wydanie książki pozostawało dla mnie w sferze marzeń, byłam przekonana, że widok mojej powieści na półce sklepowej ogromnie mnie poruszy, że wręcz będę biegać do sklepu tylko po to, żeby na nią popatrzeć. No, a wybrałam się do Empiku zobaczyć „Cienie przeszłości” dopiero, kiedy znajomi na mnie naskoczyli, że do tej pory tego nie zrobiłam. Poszłam, spojrzałam. Tylko właściwie co z tego, że książka stoi na półce? Ważny jest dla mnie jej odbiór, to, czy spodoba się Czytelnikom. Dlatego z uwagą czytam recenzje i ewentualne komentarze na temat cyklu, cieszy mnie każda pozytywna wypowiedź i martwi krytyczna, zwłaszcza kiedy dostrzegam słuszność danego zarzutu, natomiast fakt, że mogę sobie na książkę spojrzeć w księgarni – czy w domu na półce z książkami – nie ma aż takiego znaczenia

Jakie masz dalsze plany wydawnicze?

Poprawiam teraz jedną z wcześniejszych książek, w założeniu coś w rodzaju powieści grozy, ale co dokładnie mi z tego wyjdzie, to się dopiero okaże. W praktyce wygląda to tak, że wątek historyczny z tej książki po drobnym wygładzeniu jest chyba całkiem znośny, natomiast wątek współczesny muszę napisać od podstaw, zachowując tylko nieliczne elementy z obecnej wersji. Jednak „planem wydawniczym” określę tę powieść dopiero wtedy, gdy zostanie zaakceptowana przez wydawcę, mnie samej bowiem na razie ciągle jeszcze trudno jest ocenić, czy dany mój twór nadaje się do druku.

Gratuluję doskonałej książki i życzę dalszych sukcesów.

Wilcze dziedzictwo #3 - Ukryte cele

Autor: Magda Parus
Okładka: Jakub Jabłoński
Wydawnictwo: Runa
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 2/2010
Liczba stron: 464
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-89595-59-1
Wydanie: I
Cena z okładki: 29,50 zł


blog comments powered by Disqus