Wywiad z Mike’iem Careyem

Autor: Daniel Podolak
Korekta: Bool
14 grudnia 2009

Wywiad został przeprowadzony podczas wizyty Mike'a Careya w Polsce na przełomie sierpnia i września 2009r.

Mike Carey Daniel Podolak: Powiedz, jak Ci się podoba Polska? Z tego, co wiem, to twoja pierwsza wizyta w naszym kraju.

Mike Carey: Tak, i muszę przyznać że podoba mi się. Bardzo. Przyjechałem dopiero wczoraj, tak więc nie widziałem jeszcze zbyt wiele. Zwiedziłem jednak stare miasto, które wywarło na mnie wielkie wrażenie. Żałuję, że częściej nie mogę tu przyjeżdżać.

Pracowałeś kiedyś jako nauczyciel, skąd pomysł na pisanie komiksów?

Chyba zawsze o tym marzyłem, zwłaszcza kiedy uczyłem. Traktowałem to jako hobby i zawsze, gdy tylko miałem wolny czas, to dużo pisałem. Pisałem recenzje komiksów, pierwsze scenariusze. W pewnym momencie jeden z moich przyjaciół został redaktorem pewnego komiksowego magazynu, tak więc podesłałem mu parę pomysłów, jednak wciąż traktowałem to jako hobby, bo nikt mi za to nie płacił. Przyszedł czas, w którym nauczanie zaczęło pochłaniać cały mój wolny czas, w związku z tym musiałem podjąć decyzję: pisanie czy nauczanie. Przestałem więc już uczyć.

Felix Castor #1 - Mój własny diabełNeil Gaiman napisał kiedyś, że postać Lucyfera od początku zasługiwała na swoją własną, większą historię. Zastanawiałem się, co Ciebie skłoniło do jej rozwinięcia?

Wiele rzeczy. Jedną z nich, był fakt że jestem wielkim fanem całej serii Sandmana. Okazja do zabawy we wszechświecie Sandmana, zwłaszcza z tą postacią, była bardzo kusząca. Motywacją była również chęć przeciwstawienia mitu o Lucyferze utartym chrześcijańskim doktrynom łączącym postać Lucyfera ze wszystkim, co najstraszniejsze i najpaskudniejsze na tym świecie. Postawiłem na przedstawienie tej postaci w bardziej ludzkich szatach.

Z których zawartych w "Lucyferze" historii jesteś najbardziej zadowolony?

Jestem dumny z wielu stworzonych przeze mnie historii o Lucyferze. Weźmy na przykład opowieść dziejącą się w uniwersum Lucyfera i wątek dziewczynki o imieniu Elanie, która decyduje się ostrzec gwiazdę zaranną przed pewnym niebezpieczeństwem. Z tych zawartych w Lucyferze, uwielbiam również Potępieńcze Związki z jej dekadencką wizją piekła, to bardzo efektowna opowieść.

Felix Castor #2 - Błędny krągSkąd natomiast pomysł na postać Mazikeen?

Mazikeen to postać z Uniwersum Sandmana Neila Gaimana. Postanowiłem przedstawić ją i jej relacje z Lucyferem nieco od tyłu, sięgnąć do jej przeszłości. Chcieliśmy ukazać jej drogę do momentu, w którym staje się sama gwiazdą zaranną, kiedy to zaczyna pełnić funkcję samego Lucyfera.

Jak wygląda twój dzień?

Jak wygląda? Nieco chaotycznie, muszę przyznać. Zaczynam wcześnie i kończę bardzo późno. Mam trójkę dzieci, zaczynam pracować, gdy wychodzą do szkoły, a przerywam, gdy z niej wracają koło piątej. Moja żona pracuje w Centrum Londynu, tak więc gdy tylko ona wraca, zajmuje się domem, a ja ponownie wracam do pracy późnym wieczorem i kończę zazwyczaj koło północy. Moja praca z komiksem bywa ciężka z tego względu, że pracuję dla amerykańskich wydawnictw, wiąże się z tym różnica strefy czasowej. Tak też mam pracowity dzień i noc.

Czy twoje dzieci czytają twoje komiksy?

Przez długi czas nie mogłem im nic ze swych prac pokazać. To był okres, kiedy pisałem „Hellblazera” i „Lucyfera”, a one były na to po prostu za młode. Były to zbyt mroczne i pokręcone rzeczy jak na ich niewinne umysły. Po pewnym czasie napisałem romantyczną komedię i to była pierwsza rzecz jaką mogłem pokazać swym dzieciom. To było coś (śmiech).

Felix Castor #3 - PrzebierańcyNapisałeś scenariusz do filmu pod tytułem „Frost Flowers”, możesz powiedzieć coś więcej o tym projekcie?

Obawiam się, że jednak nie dojdzie do jego realizacji. Dwie wytwórnie pracujące nad nim nie bardzo się polubiły, tak więc sam projekt na tym bardzo ucierpiał. Była to erotyczna love-story o facecie, który zaczął mieć obsesję na punkcie pewnej kobiety ducha. Z całej tej pokręconej relacji duch zachodzi w ciążę. To bardzo dziwaczna wizja. Pracuję obecnie również nad kolejnym filmem o nazwie „Trinity”. To mieszanka nadnaturalnego horroru z elementami kryminalnych filmów noir. To opowieść o gliniarzu poległym na służbie, który zostaje wskrzeszony jako zombie.

Czy mógłbyś dać parę wskazówek dla początkujących komiksiarzy?

Naturalnie. Myślę, że najważniejszą rzeczą w pisaniu jest umiejętność, którą zyskujesz w trakcie intensywnego pisania. Musisz pisać, pisać i pisać. Koniecznie pokazywać swoje prace innym, oraz oczekiwać z ich strony twardej krytyki. Trzeba traktować to poważnie i nie bać się pokazać swych tekstów przyjaciołom lub dziewczynie. Ci ludzie mogą ci wskazać parę błędów, jakie popełniłeś odnośnie dialogów, konstrukcji samej opowieści. Następną ważną rzeczą jest to, że musisz dużo czytać. Nie sądzę, abyś nauczył się dobrze pisać, czytając mało. Im więcej czytasz, tym bardziej zastanawiasz się nad pewną historią i mocniej ją kochasz. Nade wszystko bądź szczery wobec siebie i tego, co piszesz. W przypadku komiksu, dobrze jest publikować swe prace w internecie czy zinach. Nie dojdziesz do wielkich zagranicznych wydawnictw, póki nie wypracujesz właściwej techniki. Na początku sam pracowałem dla małego wydawnictwa, płacili mi skromne stawki, polityka produkcji była na niskim poziomie, jednak nauczyłem się tam wielu rzeczy. Mój przyjaciel Peter Gross (rysownik Lucyfera) powiedział mi kiedyś, że są trzy najważniejsze rzeczy w branży komiksowej. Musisz być bardzo dobry, bardzo szybki lub bardzo miły i przyjazny. Powiedział, że już dwie rzeczy z tej trójki wróżą dobrą przyszłość, ale potrzebujesz przynajmniej tych dwóch (śmiech).

Lucyfer - 1 - Diabeł na proguCzy to prawda, że byłeś na samym początku swej kariery jednym z pisarzy pracujących w brytyjskim magazynie komiksowym 2000 A.D.?

Wielu ludzi tak myśli, jednak to nie prawda. Przeszedłem przez brytyjskie wydawnictwo komiksowe pod nazwą Tryton, napisałem dla nich parę prac, jednak żadnej z nich nie opublikowali. Po tym poleciałem prosto do Ameryki, wydawnictwa DC.
Dopiero po siedmiu latach stworzyłem coś dla magazynu 2000 A.D. Tak to właśnie wyglądało.

Ale to, że napisałeś komiks o zespole Pantera i Ozzym Osbournie, to nie kłamstwo?

(śmiech) Tak to prawda. Niestety.

Dlaczego?

Ponieważ był to okres, w którym chciałem podjąć się czegokolwiek. I nawet nie myślałem, aby odmawiać. Mój agent z Malibu znał agenta tegoż wokalisty i pewnego dnia zapytał mnie, co sądzę o heavy metalu. Na to mój agent odpowiedział szybko, że kocham heavy metal oraz że jestem w tym temacie wielkim ekspertem. Tak więc zacisnąłem zęby i to zrobiłem. Podczas pracy było sporo zabawy, a sam komiks o Panterze zdaje się być jednym z najgorszych komiksów w historii.

Lucyfer - 2 - Dzieci i potwory Jesteś autorem serii powieściowej o Feliksie Castorze. Czy doświadczenia z pisaniem komiksów pomogły przy powieści?

Owszem. Przed zajęciem się komiksem na poważnie pisałem wiele książek, jednak większość z nich była po prostu okropna. Wysyłałem je do wydawców, lecz były za każdym razem odrzucane. Brakowało w nich kompletnej struktury, pomysłu czy też jakiegokolwiek logicznego kształtu. Kiedy pisałem rozdział pierwszy, przechodziłem do następnego i nie miałem nawet bladego pojęcia, gdzie zmierzam. W komiksie jest tak, że musisz zmieścić się w pewnym planie, brać pod uwagę ilość stron, kadrów, musisz to wszystko rozpisać w taki sposób, aby żaden wątek nie ucierpiał, pamiętając że każdy numer liczy sobie średnio dwadzieścia dwie strony i nie możesz tego przekroczyć. Nawet w wydawnictwie DC sprawa wygląda tak, że gdy napiszesz dwadzieścia trzy strony i złamiesz tę zasadę, zwracają Ci za nią pieniądze, jednak w następnym numerze płacą ci już za dwadzieścia jeden stron, więc musisz się w tym zmieścić. Kiedy postanowiłem po raz kolejny napisać powieść, mając doświadczenie z komiksem poszło mi już o wiele łatwiej.

Często zdarzają się między Tobą a rysownikiem sprzeczki podczas pracy?

Lucyfer - 3 - Potępieńcze związkiCoś takiego niemiłego miało miejsce tylko dwa razy. Raz gdy pisałem Hellblazera, a mój rysownik nie przeczytał scenariusza. W tekście była pewna scena, którą po prostu pominął. Ta scena przedstawiała mnóstwo kobiet wokół Johna Constantine’a oraz jego aresztowanie przez policję w domu publicznym. Tak było w scenariuszu, jednak to, co on narysował, w żaden sposób nie trzymało się dialogów i tego, co chciałem przedstawić. Miałem w owym czasie bardzo rozluźnionego redaktora, który po otrzymaniu całej pracy zignorował wszystkie niedociągnięcia. Zazwyczaj jest tak, że gdy oddajesz tekst innemu artyście, otrzymujesz o wiele więcej w końcowym efekcie. W moim przypadku, najczęściej jestem z tego zadowolony.

Jakich brytyjskich scenarzystów komiksowych podziwiasz najbardziej?

Przede wszystkim Alana Moore'a, Neila Gaimana, Granta Morrisona, czytanie prac tych kolesi wiele mnie nauczyło i nadal mnie inspiruje.

Miałeś przyjemność poznania Alana Moore'a?

Niestety nie. On przestał udzielać się na wszelkich komiksowych konwentach. Ja nigdy nawet nie byłem w tym samym pokoju co Alan Moore, a z wielką chęcią bym go poznał.

Obrazy Grozy - 3 - NigdziebądźNapisałeś powieść graficzną na podstawie noweli „Nigdziebądź” Neila Gaimana. Bałeś się, że adaptacja może nie trafić w gusta czytelnicze Gaimana?

Troszkę się rzeczywiście bałem. Przy adaptacjach zawsze wiesz, że fani różnie podejdą do projektu. Niektórzy ludzie obcując z adaptacjami spodziewają się przeżyć te same uczucia jak podczas lektury powieści. Tak samo jest z komiksami, filmami i książkami. Według mnie nie powinno się tego robić. Adaptacja z założenia powinna być czymś zupełnie nowym i wywoływać tylko chwilami podobne odczucia, co pierwowzór. Od samego początku byłem zachwycony projektem z dwóch powodów. Dlatego że uwielbiam tę powieść oraz ze współpracy z Glennem Fabry. Fabry zawsze wykonywał okładki, a to była jego pierwsza tak duża sekwencyjna praca.

Myślałeś kiedyś nad przeniesieniem swych komiksowych historii na deski teatru?

Nigdy tak naprawdę o tym nie myślałem. Dramat to jedyna forma, której nie próbowałem, choć nie ukrywam, że z ogromną przyjemnością bym się w nią zaangażował. Nie mam niestety żadnych kontaktów ze światem teatru.

Obrazy Grozy - 12 - Boże, zachowaj królowąKto według Ciebie nadawałby się najbardziej do przeniesienia opowieści o Feliksie Castorze na karty komiksu, widzisz kogoś w tej roli?

Już nawet miałem taką propozycję od amerykańskiego wydawcy, jednak do końca nie jestem pewny, czy moja powieść nadawałaby się na komiks. Biorąc pod uwagę choćby sposób, w jaki odprawia swoje egzorcyzmy, poprzez muzykę. Sądzę, że w filmie byłoby to łatwiej przedstawić.

Zdradzisz swe plany na przyszłość?

Prócz projektu „Trinity” pracuję nad następną powieścią o Feliksie Castorze, jednak nie ma jeszcze tytułu. Piszę również inną książkę wspólnie z żoną i córką. To będzie bardzo odprężająca i słodka historia nie mająca nic wspólnego z tym, co do tej pory pisałem. Pracuję też nad słuchowiskiem radiowym dla BBC.

Felix Castor #3 - Przebierańcy

Autor: Mike Carey
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Wydawnictwo: Mag
Miejsce wydania: Warszawa
Wydanie polskie: 8/2009
Tytuł oryginalny: Dead Men’s Boots
Rok wydania oryginału: 2007
Format: 125x195 mm
Oprawa: miękka
ISBN-13: 978-83-7480-143-0
Wydanie: I
Cena z okładki: 12,99 zł


blog comments powered by Disqus